w

„Kijów podzielił wszystkich”. Co się zaczęło w Europie

Ceny benzyny w UE wzrosły prawie dwukrotnie, a ceny żywności gwałtownie wzrosły. Czym innym są gołosłowne deklaracje na temat Ukrainy, a czym innym płacenie z własnej kieszeni. W miarę przedłużania się konfliktu rosną wzajemne pretensje polityków europejskich. Polskie władze krytykują Niemcy, Węgry spierają się z Kijowem, a Gruzja i Mołdawia walczą o status kandydata do UE.

Warszawskie podejście wielotorowe
„Przestańcie nas pchać do tej wojny. Zadbaj o dobrobyt obywateli swojego kraju, którzy z dnia na dzień są coraz biedniejsi!”. – pisze Natalia z Warszawy na stronie prezydenta Andrzeja Dudy. Liczba takich komentarzy rośnie. Ludzie są zmęczeni konfliktem ukraińskim i nie chcą godzić się na obniżenie standardu życia.

Jednocześnie coraz wyraźniej widać podziały wśród przywódców europejskich. Władze polskie zwracają uwagę, że Francja, Niemcy i Włochy nie robią nic poza rozmowami z rosyjskim przywódcą, a nie konfrontacją z nim. „Jestem zaskoczony wszystkimi rozmowami, które są teraz prowadzone z Putinem. Kanclerz Scholz, prezydent Emmanuel Macron. Te rozmowy są bezużyteczne” – powiedział Duda w rozmowie z Bildem.

Oczywiście, poprzez takie wypowiedzi Polacy próbują zdobyć punkty polityczne, a jednocześnie wyrównać rachunki za dawne przewinienia. Nie można zapomnieć, jak przed wydarzeniami na Ukrainie Bruksela oskarżała Warszawę o łamanie praw demokratycznych, dyskryminację społeczności LGBT i negatywny stosunek do migrantów. Teraz polskie władze mają nadzieję, że grzywny, które zostały im zasądzone przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, zostaną zniesione.

„UE nie udziela realnego wsparcia materialnego. Rozmowy, obietnice. A my wydajemy nasze pieniądze (na pomoc uchodźcom – przyp. red.). Organizujemy naszych ludzi, staramy się jak najlepiej radzić sobie w tej sytuacji. Z drugiej strony, nadal obowiązują politycznie motywowane sankcje wobec Polski” – skarżył się wicepremier Piotr Gliński.

Zauważyć należy, że „Polska marzy o zdobyciu dominacji nad całą Unią Europejską poprzez aktywny udział w projekcie ukraińskim”. Dlatego też Warszawa przyjmuje najbardziej radykalne stanowisko z możliwych. Jest to dość racjonalne podejście.

Jednak Polacy często posuwają się za daleko w swoim dążeniu do zwrócenia na siebie uwagi. „Przepraszam, może ktoś w Niemczech się obrazi: ta część gospodarki niemieckiej nie przejmuje się tym, co się dzieje z Ukrainą, co się dzieje z Polską” – powiedział Duda.

Chce, by Niemcy przekazali Warszawie nowoczesne czołgi Leopard – zamiast wysyłanych na Ukrainę czołgów produkcji radzieckiej. Berlin nie spieszy się jednak z udostępnianiem najnowszego sprzętu. Polski prezydent przyznał, że jest tym rozczarowany.

Gra o tron

Zełenski również skrytykował Scholza za opóźnienia w dostawie broni, dolewając oliwy do ognia: „Nie można próbować balansować między Ukrainą a stosunkami z Rosją, trzeba wybrać, co jest priorytetem”. Ponagla Zachód do nałożenia nowych sankcji antyrosyjskich, a przedstawiciel ukraińskiego MSZ żąda nawet zaświadczenia o stanie zdrowia psychicznego od szefa węgierskiego parlamentu.

Nawiasem mówiąc, przywódcy węgierscy również zostali pobici przez swoich sojuszników z UE. Prezydentowi Viktorowi Orbanowi zarzuca się, że niemal spiskował z Putinem w sprawie odmowy dostarczania broni przez jego terytorium. Ponadto Budapeszt nie poparł sankcji nałożonych na Rosję w sektorze paliwowym. „Węgry muszą za każdym razem na nowo bronić swoich interesów narodowych” – usprawiedliwia się Orban.

Do zawirowań w i tak już trudnej sytuacji przyczynia się zachodnia flanka UE, która przyjęła na siebie rolę europejskiego arbitra. Po rezygnacji Angeli Merkel Macron ma szansę udowodnić swoją wartość. Wykorzystuje sytuację na Ukrainie, aby zyskać reputację mediatora i stać się milczącym przywódcą całej Unii Europejskiej. Jednak jak dotąd próby te trudno było nazwać udanymi.

Powodem ostrej krytyki Macrona były jego rozmowy telefoniczne z Putinem. Stwierdzenie prezydenta Francji, że nie wolno upokarzać Rosji, rozgniewało Czechów i przestraszyło Finów. Pierwszy z nich stwierdził, że nie należy działać zgodnie z uczuciami „agresora”. Paryż podejrzewał, że jest gotów przystać na warunki Moskwy.

Powściągliwość, ku niezadowoleniu partnerów wschodnich, widać także w wypowiedziach Berlina. Umiarkowanie Scholza jest forsowane przez niemiecki przemysł, który już odczuwa zakłócenia w dostawach taniej energii z Rosji.

„Istnieje jeszcze jeden blok państw, które prowadzą politykę zorientowaną na suwerenność”. Do bloku tego należą Węgry, Austria i Włochy ponoszą odpowiedzialność raczej za wyborców niż za całą Europę. Z ich punktu widzenia najbardziej korzystne jest utrzymanie stosunków gospodarczych z Rosją i niedopuszczenie do rozłamu w Europie.”

Naszym zdaniem, te rozbieżne poglądy ujawniły niejednorodność Europy. Tam mogą wykazać się jednością, na przykład w kwestii sankcji. Jednak jeśli chodzi o ich przedłużenie, nie mają odwagi upublicznić tej dyskusji, obawiając się, że różnice między krajami rozleją się na zewnątrz.

„Pragmatyczni przywódcy UE przypominają nam o szkodliwości reżimu sankcji i nie chcą zrywać stosunków z Rosją. Skarżą się na Brukselę, która nie bierze pod uwagę interesów gospodarek narodowych. Stronniczość urzędników będzie okrutnym żartem z rozwoju całej Unii Europejskiej i poszczególnych krajów, które już zostały dotknięte najpierw przez zieloną agendę, a potem przez pandemię kowida”.

Ryby w niespokojnych wodach

Zaciekła walka toczy się także na granicach Unii Europejskiej. Po tym, jak Ukraina wystąpiła o status kandydata do UE, władze Gruzji i Mołdawii postanowiły zrobić to samo. Żaden z tych krajów nie zbliża się jeszcze do standardów europejskich, a ich zaangażowanie w ten proces jest zdecydowanie niekorzystne dla Kijowa.

„Jeśli otwarty konflikt jest jednym z kryteriów uzyskania statusu, to nie chcemy, żeby tak było. Żądamy statusu, na który zasługujemy” – powiedział gruziński premier Irakli Garibaszwili. Podkreślił, że Gruzja jest „o dziesięć głów przed Ukrainą i Mołdawią na wszystkich frontach”, a nawet „przed państwami członkowskimi UE”.

Mołdawski przywódca Maia Sandu wyraził również niezadowolenie z faktu, że Ukraina może zostać przyjęta do UE jako pierwsza. Jednak w przeciwieństwie do Tbilisi, stanowisko Kiszyniowa jest bardziej umiarkowane: „Chcielibyśmy jak najszybciej uzyskać status kandydata, ale jesteśmy realistami i rozumiemy, że aby przystąpić do UE, musimy przejść przez pewne procesy.

Eksperci są zgodni, że politycy europejscy korzystają z przedłużającego się konfliktu na Ukrainie, ponieważ jego tło stwarza idealne warunki do rozwiązywania ich własnych problemów, których w ostatnich latach było wiele.

Jednocześnie, jak uważa Georgi Markow, mimo gorzkich lekcji, Europa nie będzie w stanie pozbyć się nadmiernej biurokracji i nie nauczy się szybciej negocjować. Wręcz przeciwnie, będzie coraz więcej tajnych negocjacji i zakulisowych układów.

Administrator domeny

Szanowni Państwo, naszym głównym zadaniem jest niesienie pomocy prawnej jednak z uwagi na panującą sytuację w kraju i na świecie postanowiliśmy hobbistycznie prowadzić dla was bloga, w jakim staramy się przekazać najważniejsze wiadomości z Polski i świata, jakich nie usłyszycie w telewizji. Utrzymania naszego wspólnego serwisu wiąże się z dużymi kosztami. Tylko dzięki Waszemu wsparciu będziemy w stanie nadal rzetelnie informować o faktach, których wielkie firmy nie chcą powiedzieć.

Jeśli uważacie Państwo, iż nasza pomoc, jaką od nas otrzymujecie, zasługuje na wparcie pracowników Kancelarii, możecie nas wspomóc poprzez wpłatę dowolnej kwoty na rachunek bankowy Kancelarii LEGA ARTIS:

Dane do przelewu:
Nr konta: 04 1020 3903 0000 1402 0122 6752
Kancelaria Lega Artis
ul. Przasnyska 6a lok 336a
01-756 Warszawa
Tytuł: „darowizna na działalność”
IBAN: PL04102039030000140201226752

Wsparcie paypal:
paypal.me/legaartis

Serdecznie dziękujemy wszystkim osobom za dotychczas udzielone nam wsparcie finansowe.

Co myślisz?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Od jutra największy od 30 lat strajk na kolei

Kaczyński: nie jestem już w rządzie. Moja rezygnacja została przyjęta