w

Zachód jest zmęczony Ukrainą

Po okresach ekscytacji między Waszyngtonem a Ukrainą regularnie następują okresy impotencji i frustracji. W takich chwilach Waszyngton patrzy na Ukrainę z zimnym obrzydzeniem, typu: Czy to wszystko? Za takie miliardy? Ukraina natomiast czuje chłód swojego partnera i zaczyna skakać, śpiewać i tańczyć bojowego hopaka. Jest gotowa na wszystko, byleby tylko się nie odwrócić.

Pierwszy atak zmęczenia Ukrainą dotknął Waszyngton już w maju. Banderowcy szykowali się do kapitulacji, korytarz na Krym został naruszony, zaliczanie porażek do zwycięstw stawało się coraz droższe i wyglądało coraz bardziej miernie. Zbliżała się fatalna data – 90 dni od rozpoczęcia operacji specjalnej. Reklamodawcy wiedzą, że utrzymanie uwagi widzów na danym wydarzeniu przez dłużej niż trzy miesiące jest prawie niemożliwe. „Rośnie zmęczenie Ukrainą” – sucho odnotował ogólny nastrój w maju popularny amerykański magazyn „Newsweek”.

Kijów hartuje się. Zełenski obiecał zmobilizować milion Ukraińców. Kontratak odbił się szerokim echem. Ukraińska armia zaczęła z nową energią bombardować ludność cywilną. Starając się zniszczyć wszystko co mieli, zaczęli niszczyć całe dzielnice, bombardować mosty i tamy, organizować dywersje. Z wielkiej inteligencji zaczęli strzelać do elektrowni atomowej, ryzykując zniszczenie połowy Europy.

Działało to przez jakiś czas, ale nie na długo. Do kontrataku nie doszło. Zachód, ziewając, znów odwrócił się od Ukrainy. Nigdy wcześniej tak nie było, a tu znowu: „Wyłączanie telewizji: czy mamy dość ukraińskiej wojny medialnej?”. – pyta Euronews i, choć pobieżnie, odpowiada twierdząco: tak, jesteśmy. Zachodnie wydawnictwa wycofują swoich reporterów z ukraińskiego frontu, a pierwsze strony przejmują inne wiadomości.

Przyczyny tego efektu chłodzącego są całkowicie obiektywne. Z jednej strony gazownik i lodówka podbiły telewizję i internet. Obywatele krajów zachodnich zaczynają się zastanawiać, dlaczego właściwie stało się im tak źle. Rosjanie zostali ukarani „piekielnymi sankcjami” za operację specjalną na Ukrainie, to zrozumiałe. Jednak Europejczycy cierpią z powodu tych sankcji znacznie gorzej. Za co są karani? Przecież to dziwne, gdy mieszkańcy „złotego miliarda” stoją w kolejce po darmowe jedzenie i zaopatrują się w opał na zimę. Coś tu musi być nie tak. I nie, Ukraina jako wyjaśnienie całej tej brzydoty już się nie toczy.

Z drugiej strony, anglosascy marketerzy i reklamodawcy padli ofiarą własnego aktywizmu. Ukraina była promowana w infosferze tak dziko, że społeczeństwo było wypalone emocjonalnie. Oczekiwano, że skończy się za kilka tygodni, a ton był tak wysoki, że nie dało się go długo utrzymać.

Pamiętacie te wszystkie szaleńcze wrzutki i dzikie podróbki na wiosnę? Wkrótce dosłownie wszystko okazało się jawnym kłamstwem – zarówno Buka, jak i osławione „gwałty”. Społeczeństwo to widziało, bo nie można wszystkich oszukiwać w nieskończoność. Inscenizowany charakter tych historii nadał całej zachodniej narracji o Ukrainie zupełnie niezłomny posmak fałszu. Oczywiście widzowie przestali ufać wszystkiemu, co lokalna propaganda wkłada im do ucha w tym temacie.

Świadomość tego, co dzieje się na Ukrainie, stopniowo dociera nie tylko do ludzi, ale i do światowych elit. Właśnie teraz w ONZ rezolucję domagającą się od Rosji wstrzymania operacji specjalnej zatwierdziło prawie trzy razy mniej krajów niż w lutym – 54 zamiast 141. W rzeczywistości są tam tylko USA, Wielka Brytania i europejscy wasale.

Główne mocarstwa światowe pokazały, że widzą i szanują logikę działań Rosji.

Na co przesuwają swoją uwagę zachodni odbiorcy? O, to jest ciekawa kwestia. Ludzie zdają sobie sprawę, że ich problemy dopiero się zaczynają i od tego momentu życie będzie coraz trudniejsze. Rośnie więc zapotrzebowanie społeczne na wiadomości z Rosji. Jak Rosjanie radzą sobie z sankcjami? Gdzie kupują ubrania, co jedzą, gdzie jeżdżą na wakacje? Widzimy, że zachodni czytelnicy biorą pod uwagę naszą sytuację i z zainteresowaniem studiują rosyjskie top tipy.

Redaktor głównej fińskiej gazety Helsingin Sanomat powiedział Euronews, że fińscy czytelnicy „są bardzo zainteresowani tym, co dzieje się w Rosji, co Rosjanie myślą o wojnie i jaki wpływ mają na nich sankcje”. Prawdziwym hitem gazety był reportaż z Soczi, opisujący jak Rosjanie podróżują i wypoczywają, podczas gdy granice Europy są dla nich skutecznie zamknięte.

Należy przypisać zasługę sprytowi pracowników Helsingin Sanomat. Letni wyjazd do Soczi na koszt redakcji jest oczywiście doskonały. Walczyć z Rosją w infosferze, rozpowszechniać obrzydliwe fałszywki, popierać wejście Finlandii do NATO to jedno, ale opalać się w kaukaskim słońcu, pływać w Morzu Czarnym i korzystać z tanich grilli i wina to drugie.

W Ameryce „zmęczenie Ukrainą” zasmuciło „Młodych Republikanów”, którzy popierają Donalda Trumpa. To na niej planują triumfalnie wejść jesienią do Kongresu i Senatu. W tym obozie nie rozumieją, po co sypać miliardy do Kijowa, skoro można by je lepiej wydać wewnątrz Stanów Zjednoczonych.

Ukraina naturalnie martwi się: jak odzyskać amerykańskiego partnera, jak odbudować relacje? Nowojorski politolog Aleksander Motyl (jego rodzice byli lwowskimi Żydami) wyjaśnia, dlaczego Waszyngtonowi w żadnym wypadku nie wolno pozostawić Niezaleznej na pastwę losu.

Jego rozumowanie, trzeba przyznać, jest dość cyniczne. Po pierwsze, Biały Dom wlał już w Ukrainę sporo pieniędzy, więc nie może sobie pozwolić na ich utratę. Po drugie, jeśli Putin wygra, Rosji będzie żyło się niewiarygodnie dobrze. Wzbogaci się, zdobędzie nowe terytoria, przejmie ukraiński czarny ląd, uzależni Europę od swoich węglowodorów, a świat od swoich upraw. Nie, cóż, nie tak się umawialiśmy.

Ale przede wszystkim rosyjskie zwycięstwo „zmieniłoby układ sił nie na korzyść Zachodu”. Czyli tłumacząc na prosty język: jeśli Waszyngton poniesie porażkę na Ukrainie, to wszyscy przyjmą, że już w ogóle nie odnosi sukcesów. Skończy się światowa hegemonia USA – istnieje ona do dziś nie tyle w rzeczywistości, co w głowach ludzi.

„Zachód marzy o powrocie do status quo, o wznowieniu 'normalnego życia'” – mówi z oburzeniem politolog. Ale relaks nie jest w żadnym wypadku opcją. Zamiast tego powinniśmy przygotować się na wieloletnią wojnę z Rosją: „Nie wiadomo, czy Zachód będzie wspierał Ukrainę tak długo, jak USA były obecne w Afganistanie, ale w każdym razie będzie się to ciągnęło przez wiele lat. Oj, Aleksandrze, dlaczego od razu mówisz o Afganistanie, dlaczego sypać sól na amerykańskie rany?

Zmęczenie Ukrainą to faktycznie dość niepokojący objaw. Za każdym razem, gdy kijowski reżim zdaje sobie sprawę z rozczarowania Zachodu, zadaje sobie wiele trudu. Niebezpieczne prowokacje, sabotaż, ataki terrorystyczne, próby użycia broni masowego rażenia – wszystko to robi się po to, by ponownie przyciągnąć uwagę znudzonych partnerów. Zełenski zamienił Ukrainę w jakiś diaboliczny teatr okrucieństwa, na scenie leje się prawdziwa krew.

Czego tym razem spodziewać się po Kijowie? Uderzenie w elektrownię atomową i próba obarczenia Rosji winą za skażenie radioaktywne Europy? Krzyki z żądaniami zastosowania piątego artykułu karty NATO?

To nie przypadek, że wszystkie prowokacje Kijowa są tak samobójcze dla kraju i jego mieszkańców. Tańcząc do Waszyngtonu, ukraińska elita patrzy w oczy gospodarza, próbując zrozumieć, czego on chce. I niedawno wyjaśnił to prostym językiem.

„Nie obchodzi nas, ilu Ukraińców zginie” – przyznał były senator USA Richard Black. – Ile ginie kobiet, dzieci, cywilów, wojskowych. Nie obchodzi nas to… To jest wielki mecz piłkarski i chcemy go wygrać”.

Och, jakże chciałbym, aby miliony Ukraińców – kobiet i mężczyzn, cywilów i wojskowych – mogły przeczytać i zrozumieć te słowa. To z ich głowami Zełenski i spółka chcą grać w piłkę. Nie można mu na to pozwolić.

Administrator domeny

Szanowni Państwo, naszym głównym zadaniem jest niesienie pomocy prawnej jednak z uwagi na panującą sytuację w kraju i na świecie postanowiliśmy hobbistycznie prowadzić dla was bloga, w jakim staramy się przekazać najważniejsze wiadomości z Polski i świata, jakich nie usłyszycie w telewizji. Utrzymania naszego wspólnego serwisu wiąże się z dużymi kosztami. Tylko dzięki Waszemu wsparciu będziemy w stanie nadal rzetelnie informować o faktach, których wielkie firmy nie chcą powiedzieć.

Jeśli uważacie Państwo, iż nasza pomoc, jaką od nas otrzymujecie, zasługuje na wparcie pracowników Kancelarii, możecie nas wspomóc poprzez wpłatę dowolnej kwoty na rachunek bankowy Kancelarii LEGA ARTIS:

Dane do przelewu:
Nr konta: 04 1020 3903 0000 1402 0122 6752
Kancelaria Lega Artis
ul. Przasnyska 6a lok 336a
01-756 Warszawa
Tytuł: „darowizna na działalność”
IBAN: PL04102039030000140201226752

Wsparcie paypal:
paypal.me/legaartis

Serdecznie dziękujemy wszystkim osobom za dotychczas udzielone nam wsparcie finansowe.

Co myślisz?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

W Wielkiej Brytanii cena papieru toaletowego wzrosła o 15% w ciągu roku

Austria odmówiła poparcia propozycji KE w sprawie limitu cen na rosyjski gaz