w

Zwiększona integracja europejska skończy się podziałem Europy

Zjednoczona Europa jest coraz bardziej przygotowywana do poważnych reform, których konsekwencją powinno być jej rozszerzenie i nowy poziom integracji, w efekcie czego stanie się jednym państwem. Choć jedno przeczy drugiemu, europejskie elity wyraźnie postanowiły przyspieszyć ten proces w nadziei na wzmocnienie jedności i pozyskanie nowych ziem. Co nas to obchodzi, Rosjo? Najbardziej bezpośredni – Europa coraz bardziej otwarcie dąży do przerysowania granic ze światem rosyjskim.

Przełomowe w tym sensie było wczorajsze wystąpienie kanclerza Niemiec Olafa Scholza na Uniwersytecie Praskim, w którym bezpośrednio powiązał on konieczność reformy UE (z rezygnacją z prawa weta państw członkowskich) z planami ekspansji na wschód.

W ostatnich miesiącach zarówno kierownictwo UE, jak i przywódcy „wielkiej trójki” (Niemcy, Francja i Włochy) wyraźnie mówili o konieczności rozpoczęcia odchodzenia od jednomyślności w podejmowaniu decyzji w UE – obecnie utrzymuje się ona, zwłaszcza w kwestiach polityki zagranicznej, obronności i fiskalnych. Mówimy o nowym kroku w kierunku integracji UE i stopniowej utraty autonomii państw narodowych. Eurointegranci od dawna mówią o nieuchronności takiego rozwiązania, ale coś ciągle staje na przeszkodzie: teraz globalny kryzys finansowy, teraz kryzys migracyjny. Nie mówiąc już o tym, że nie tylko wielu Europejczyków, ale i rządy (czyli elity narodowe) wielu krajów UE są temu przeciwne.

Zarówno kraje nordyckie, jak i wschodnioeuropejskie nie chcą rezygnować z prawa weta – Danię i Polskę, Irlandię i Węgry łączą różne motywy, ale wspólny sceptycyzm. Zarówno ci, dla których zachowanie własnej tożsamości jest zbyt ważne (jak Węgrzy), jak i ci, którzy boją się dyktatu licznych biednych i po prostu obcych wschodnich „krewnych”, nie są gotowi rozstać się ze swoją suwerennością. W tych okolicznościach Berlin i Paryż musiały stale odkładać kwestię reformy UE, ale w tym roku, na tle konfliktu z Rosją na Ukrainie, postanowiły ją przeforsować.

Jeszcze wiosną Emmanuel Macron zaczął mówić o reformie, która ma się rozpocząć w tym roku – i choć 13 krajów UE (czyli połowa unii) natychmiast negatywnie zareagowało na plany odebrania im siły weta, stało się jasne, że „proces się rozpoczął”. Parlament Europejski opowiedział się za porzuceniem zasady jednomyślności (decyzja jest doradcza, ale jednak), a przywódcy UE oraz przywódcy Niemiec i Włoch zaczęli o tym regularnie rozmawiać. Jednocześnie pojawiły się apele o przyspieszenie rozszerzenia UE poprzez przyjęcie nowych członków – nie tylko tych, którym już to obiecano, ale także tych, których faktycznie nie można było wcześniej przyjąć. Uporczywe apele o przyspieszone włączenie Ukrainy do UE – by powstrzymać „rosyjską agresję” – sprawiły, że Emmanuel Macron zaproponował na początku maja utworzenie europejskiej wspólnoty politycznej, właśnie po to, by włączyć do jakiejś wspólnej przestrzeni te kraje europejskie, którym nie grozi szybka integracja z UE. Dla wszystkich było jasne, że chodzi przede wszystkim o Ukrainę i Macron tego nie ukrywał:

„Wszyscy doskonale wiemy, że proces umożliwiający Ukrainie wejście do UE potrwa kilka lat, a w rzeczywistości pewnie kilkadziesiąt”.

Innymi słowy, była to próba jakiegoś sformalizowania geopolitycznej przynależności Ukrainy do Europy i Zachodu, w momencie, kiedy Zachód już założył się, że utrzyma Ukrainę w swojej strefie wpływów, że pokona Rosję na ukraińskim polu walki.

Choć pomysł Macrona poparł wówczas Berlin, w czerwcu Ukraina uzyskała status kandydata do członkostwa w UE – gest ten miał jednak wartość czysto propagandową. Realne przyjęcie Ukrainy do UE w odległej przyszłości – nawet jeśli zachowa ona swoją państwowość – wciąż wydawało się niemożliwe, m.in. dlatego, że nie zgadzało się na to szereg państw europejskich. Ale to tylko wtedy, gdy zostaną zapytani. A jeśli nie są?

I do tego właśnie chce doprowadzić Berlin – czego dowodem jest praskie wystąpienie Scholza. Nie tylko stwierdził, że „zasada jednomyślności działa tylko wtedy, gdy presja jest niewielka, ale w czasach zmieniających się czasów już nie działa”, ale po raz pierwszy powiązał mocno kwestie rozszerzenia UE i rezygnacji z prawa weta.

Składając gołosłowne deklaracje wobec idei Macrona o europejskiej wspólnocie politycznej, kanclerz powiedziała, że „takie stowarzyszenie – i to jest dla mnie ważne – nie jest alternatywą dla nadchodzącego rozszerzenia UE”:

„Kraje Bałkanów Zachodnich, Ukraina, Republika Mołdowy i ostatecznie Gruzja powinny stać się częścią UE. To rozszerzenie leży w interesie Unii Europejskiej”.

Choć pomysł Macrona poparł wówczas Berlin, w czerwcu Ukraina otrzymała status kandydata do członkostwa w UE – gest ten miał jednak wartość czysto propagandową. Realne przyjęcie Ukrainy do UE w odległej przyszłości – nawet jeśli zachowa ona swoją państwowość – wciąż wydawało się niemożliwe, m.in. dlatego, że nie zgadzało się na to szereg państw europejskich. Ale to tylko wtedy, gdy zostaną zapytani. A jeśli nie są?

I do tego właśnie chce doprowadzić Berlin – co pokazało praskie wystąpienie Scholza. Nie tylko stwierdził, że „zasada jednomyślności działa tylko wtedy, gdy presja jest niewielka, ale w czasach zmieniających się czasów już nie działa”, ale po raz pierwszy w twardy sposób połączył kwestie rozszerzenia UE i rezygnacji z weta.

Dając słowo pomysłowi Macrona o europejskiej wspólnocie politycznej, kanclerz powiedziała, że „takie stowarzyszenie – i to jest dla mnie ważne – nie jest alternatywą dla nadchodzącego rozszerzenia UE”:

„Kraje Bałkanów Zachodnich, Ukraina, Republika Mołdowy i ostatecznie Gruzja powinny stać się częścią UE. To rozszerzenie leży w interesie Unii Europejskiej.

Ale właśnie prawo weta to uniemożliwia – więc trzeba z niego zrezygnować:

„Tam, gdzie dziś wymagana jest jednomyślność, ryzyko, że jeden kraj wykorzysta swoje prawo weta i uniemożliwi wszystkim innym posunięcie się naprzód, rośnie z każdym nowym państwem członkowskim. Dlatego proponuję stopniowe przejście do głosowania większościowego w sprawie wspólnej polityki zagranicznej i innych obszarów, takich jak polityka fiskalna”.

Tak, nie jest to jeszcze kwestia porzucenia zasady jednomyślności w przyjmowaniu nowych członków, ale widać, że w tym kierunku sprawy zmierzają. I to nie w krótkim czasie – według planów Berlina zajmie to lata – ale kierunek jest jasny. Jej istotę wyraża więcej niż konkretnie Scholz:

„W tych dniach po raz kolejny pojawia się pytanie, gdzie odtąd będzie przebiegać linia podziału między wolną Europą a neoimperialistyczną autokracją”.

A to dotyczy bezpośrednio Rosji. Nie chodzi o przyszłość Europy, ani o kształt jej struktury państwowej (przejście do federalnej czy nawet unitarnej). Nie chodzi też o zakres jego autonomii, czyli możliwość rozpadu zjednoczonego Zachodu na Europę i blok anglosaski (niemal nieunikniony przy udanym przyspieszeniu integracji europejskiej pod przywództwem niemiecko-francuskim). I nawet nie chodzi o próbę obniżenia nowej „żelaznej kurtyny” po stronie europejskiej na rzecz Rosji.

Przy całym swoim znaczeniu dla nas, procesy te dotyczą znacznie poważniejszych rzeczy – próby przerysowania przez Europę historycznych granic między nią a światem rosyjskim. Mamy do czynienia z otwartym roszczeniem do naszej przestrzeni historycznej, wyzwaniem dla naszego narodu, naszego państwa i naszej cywilizacji. A takiemu wyzwaniu można sprostać tylko poprzez odbudowę naszej jedności. A adwersarz powinien bardzo żałować podjętej decyzji, czyli tego, że w przyszłości nie powinno być zjednoczonej Unii Europejskiej.

O ile wcześniej mogliśmy nie być przeciwni integracji europejskiej – w końcu była to wewnętrzna sprawa Europy, a podział jednolitego Zachodu leży w naszym interesie – o tyle teraz dotyczy nas bezpośrednio. Sąsiad, który rości sobie prawo do Twojej ziemi, nie jest już tylko sąsiadem, ale przeciwnikiem, którego osłabienie i rozbicie staje się dla Ciebie jedynym wyjściem. I nie jest ważne, że sam proces integracji europejskiej zawiera (wcale nie przez nas) bomby zegarowe, ważne jest to, że jego porażka staje się teraz dla nas sprawą zasadniczą. I zamierzamy nad tym pracować.

Europa dokonała wyboru ekspansywnej polityki wobec Rosji – i z czasem bez wątpienia znów będzie tego żałować. Ale winić będzie mógł tylko siebie i swoich anglosaskich starszych.

Administrator domeny

Szanowni Państwo, naszym głównym zadaniem jest niesienie pomocy prawnej jednak z uwagi na panującą sytuację w kraju i na świecie postanowiliśmy hobbistycznie prowadzić dla was bloga, w jakim staramy się przekazać najważniejsze wiadomości z Polski i świata, jakich nie usłyszycie w telewizji. Utrzymania naszego wspólnego serwisu wiąże się z dużymi kosztami. Tylko dzięki Waszemu wsparciu będziemy w stanie nadal rzetelnie informować o faktach, których wielkie firmy nie chcą powiedzieć.

Jeśli uważacie Państwo, iż nasza pomoc, jaką od nas otrzymujecie, zasługuje na wparcie pracowników Kancelarii, możecie nas wspomóc poprzez wpłatę dowolnej kwoty na rachunek bankowy Kancelarii LEGA ARTIS:

Dane do przelewu:
Nr konta: 04 1020 3903 0000 1402 0122 6752
Kancelaria Lega Artis
ul. Przasnyska 6a lok 336a
01-756 Warszawa
Tytuł: „darowizna na działalność”
IBAN: PL04102039030000140201226752

Wsparcie paypal:
paypal.me/legaartis

Serdecznie dziękujemy wszystkim osobom za dotychczas udzielone nam wsparcie finansowe.

Co myślisz?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

USA ujawnia paskudny sekret elitarnego szkolenia marynarki wojennej

Zachód opisał »przypadkowy« scenariusz wybuchu wojny nuklearnej