Klienci dużych sieci handlowych coraz częściej stają przed pustymi półkami w dziale spożywczym. Braki, które jeszcze niedawno dotyczyły pojedynczych sklepów, stają się problemem systemowym. Branża drobiarska alarmuje: w ciągu zaledwie kilku tygodni z powodu ptasiej grypy (H5N1) pogłowie kur nieśnych w Polsce spadło o 5 milionów sztuk, co stanowi 10% krajowego potencjału produkcyjnego.
Sytuacja jest krytyczna, ponieważ Polska stała się największym ogniskiem choroby w Unii Europejskiej. Główny Lekarz Weterynarii potwierdził od początku 2026 roku 78 ognisk choroby w stadach komercyjnych. Choroba dotknęła blisko 1,5 mln sztuk drobiu, a straty koncentrują się głównie w województwach zachodnich i wschodnich. Eksperci ostrzegają, że obecne warunki pogodowe – ujemne temperatury – sprzyjają rozprzestrzenianiu się wirusa, co oznacza, że szybka poprawa jest mało prawdopodobna. Dla konsumentów oznacza to jedno: znaczący wzrost cen i dalsze problemy z dostępnością, zwłaszcza w segmencie jaj z chowu alternatywnego.
Polska największym ogniskiem ptasiej grypy. Skala strat produkcji
Ptasia grypa (H5N1) osiągnęła w Polsce niespotykaną skalę. Liczba 78 ognisk w stadach komercyjnych plasuje nasz kraj na szczycie europejskiej statystyki zakażeń. Wirus, który jest wysoce zjadliwy dla drobiu, zmusza służby weterynaryjne do natychmiastowej likwidacji zakażonych stad, co jest jedyną skuteczną metodą powstrzymania epidemii. Jak podaje portal Agrofakt.pl, tylko do połowy stycznia straty w pogłowiu kur nieśnych sięgnęły półtora miliona sztuk.
Kluczowe jest to, że wirus uderzył głównie w kury utrzymywane w systemach alternatywnych – czyli w chowie ściółkowym, wolnowybiegowym i ekologicznym. Te systemy, choć zapewniają lepszy dobrostan zwierząt, niosą ze sobą większe ryzyko kontaktu z dzikim ptactwem, które jest rezerwuarem wirusa. Katarzyna Gawrońska, prezeska Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP), ostrzegała w rozmowie z portalem AgroNews.com.pl, że „Wirus dobrze znosi ujemne temperatury. Obecne warunki pogodowe są dla niego sprzyjające, dlatego nie należy spodziewać się szybkiej poprawy sytuacji epizootycznej”.
Skutkiem tej masowej likwidacji stad jest gwałtowne zmniejszenie podaży. W ciągu sześciu tygodni rynek stracił 5 mln kur nieśnych. Choć Polska jest czwartym największym producentem jaj w UE i dużym eksporterem, tak gwałtowny ubytek w pogłowiu nie może pozostać bez wpływu na rynek krajowy.
Jak decyzje sieci handlowych pogłębiły kryzys dostępności
Kryzys na rynku jaj ma drugie dno, ściśle związane z polityką handlową. W odpowiedzi na presję organizacji prozwierzęcych, większość dużych sieci handlowych w Polsce zadeklarowała wycofanie z oferty jaj pochodzących z chowu klatkowego. Problem w tym, że jaja klatkowe stanowią historycznie aż 67,7% całej krajowej produkcji. Jaja ściółkowe to 23,8%, z wolnego wybiegu – 7,1%, a ekologiczne zaledwie 1,4%.
Decyzja o bojkotowaniu jaj klatkowych, choć podyktowana troską o dobrostan, pozbawiła rynek bufora bezpieczeństwa. Kiedy ptasia grypa zdziesiątkowała fermy z chowu alternatywnego, sieci handlowe, trzymając się swoich publicznych deklaracji, nie mogły wrócić do sprzedaży jaj klatkowych, które zalegają w magazynach. Efekt jest widoczny na półkach – brakuje przede wszystkim jaj wolnowybiegowych i ściółkowych, czyli tych, których konsumenci dziś oczekują.
Brak podaży natychmiast przełożył się na ceny. O ile średnia cena w sklepach w styczniu 2026 roku oscyluje wokół 8–10 zł za karton 10 sztuk, to na największym w Polsce rynku hurtowym – giełdzie w Broniszach – ceny osiągają nawet 16 zł za 10 jajek. W praktyce oznacza to, że po doliczeniu marży sklepowej, konsumenci mogą wkrótce zapłacić 18–20 zł za karton, zwłaszcza w przypadku jaj alternatywnych.
Nie tylko wirus. Błędy prognoz i rosnące koszty produkcji
Ptasia grypa jest głównym, ale nie jedynym czynnikiem napędzającym obecny kryzys. Rynek mierzy się z konsekwencjami błędów popełnionych przez hodowców jeszcze w 2025 roku. Hodowcy, źle prognozując popyt, wprowadzili na rynek o 3,8 mln mniej piskląt kur niosek niż w roku poprzednim. Spadek liczby młodych kur o 12,4% oznaczał, że niedobory zaczęłyby się pojawiać nawet bez epidemii H5N1.
Dodatkowo branża zmaga się z lawinowym wzrostem kosztów operacyjnych. Drożeją pasze, energia, opakowania, a także transport i logistyka. Te czynniki skumulowane z niepewnością legislacyjną dotyczącą przyszłości chowu klatkowego i wymogów środowiskowych stworzyły idealny grunt pod obecną sytuację. Problemy nie dotyczą zresztą tylko Polski. W USA ptasia grypa doprowadziła do wybicia ponad 30 mln kur i rekordowych cen (tuzin jaj kosztował w szczytowym momencie 6,23 dolara). Niemieckie sieci handlowe, reagując na spadek dostępności w Europie, wprowadziły już limity zakupowe – klienci mogą kupić tylko określoną liczbę opakowań na raz.
Co na to Ministerstwo Rolnictwa? Ostrzeżenia i uspokojenia branży
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi uspokaja, że ewentualnie zauważalne braki mogą dotyczyć jedynie jaj z chowu „na wolnym wybiegu”. Resort w oficjalnym komunikacie tłumaczy tę sytuację działaniami sieci handlowych, które wycofały z oferty jaja klatkowe, jednocześnie podkreślając, że chów klatkowy jest bezpieczniejszy dla ptaków, ponieważ minimalizuje ryzyko zakażenia wirusami przenoszonymi przez dzikie ptactwo i gryzonie.
Pojawiają się jednak sprzeczne głosy w samej branży. Paweł Podstawka, przewodniczący Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj, w rozmowie z Interią Biznes uspokaja, że jaj w sklepach nie zabraknie, a mowa o całkowitym niedoborze jest „czystą spekulacją”. Podkreśla, że Polska produkuje o 30% więcej jaj, niż potrzebuje rynek krajowy, a w razie konieczności część eksportu (który generuje niemal 500 mln euro rocznie) może zostać przekierowana do polskich sklepów.
Z drugiej strony, KIPDiP ostrzega, że przy sprzyjających wirusowi warunkach pogodowych sytuacja może się pogorszyć w najbliższych tygodniach, co potwierdzają doniesienia z dużych sklepów, gdzie braki są już faktem. Eksperci zgadzają się co do jednego: zbyt wysokie ceny w Polsce mogą skłonić sieci do importu tańszych jaj z krajów trzecich, co może budzić obawy co do standardów hodowli i kontroli sanitarnej.
Praktyczne kroki: jak przygotować się na drogie i trudno dostępne jajka
Choć całkowity brak jajek na półkach jest mało prawdopodobny, konsumenci muszą przygotować się na trudności. Jeśli robisz zakupy w dużych sieciach handlowych, problemy z dostępnością będą dotyczyć głównie jaj z chowu wolnowybiegowego i ekologicznego, które są w standardowej ofercie marketów.
- Kupuj z wyprzedzeniem: Jaja mają długi termin przydatności. Jeśli zobaczysz towar na półce, warto kupić zapas na kilka tygodni, zamiast czekać do ostatniej chwili przed weekendem lub świętami.
- Szukaj alternatywnych źródeł: Małe sklepy osiedlowe, targowiska i bezpośredni zakup od lokalnych hodowców mogą oferować lepszą dostępność niż wielkie markety, choć często w wyższych cenach.
- Przygotuj budżet: Przy cenach hurtowych dochodzących do 16 zł za 10 sztuk, musisz liczyć się z tym, że w detalu karton 10 jaj z chowu alternatywnego może kosztować 18–20 zł.
- Nie panikuj: Polska jest eksporterem netto. W razie poważnego kryzysu eksport zostanie ograniczony na rzecz rynku krajowego. Wirus H5N1 nie jest groźny dla ludzi i nie przenosi się przez żywność, więc spożywanie jaj i mięsa drobiowego jest bezpieczne.
Kryzys na rynku jaj to splot czynników: błędy w planowaniu produkcji, rosnące koszty, a przede wszystkim niszczycielska siła ptasiej grypy, której rozprzestrzenianiu sprzyja zima. Sytuacja ta stawia pod znakiem zapytania przyszłą politykę sieci handlowych, które zrezygnowały z najbezpieczniejszego epidemiologicznie, choć budzącego kontrowersje, chowu klatkowego.

