Przez ostatnie lata polscy emeryci przyzwyczaili się do spektakularnych wzrostów świadczeń. Marzec oznaczał gwarantowaną, dwucyfrową podwyżkę, która dla wielu oznaczała realny zastrzyk gotówki rzędu 200, a nawet 400 złotych netto. Niestety, ten czas dobiegł końca. Dane płynące z Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) wskazują jasno: waloryzacja w marcu 2026 roku okaże się bolesnym rozczarowaniem.
Po wskaźnikach 14,8% w 2023 roku i 12,12% w 2024 roku, nadchodząca podwyżka będzie najniższa od lat. Według wstępnych prognoz, opartych na hamującej inflacji w 2025 roku, wskaźnik waloryzacji spadnie do wartości jednocyfrowej. Oznacza to, że seniorzy pobierający średnie świadczenie (obecnie około 3500 zł brutto) mogą liczyć na podwyżkę rzędu 150–200 złotych brutto, a nie jak dotychczas – ponad 400 złotych. To dramatyczna zmiana, która mocno uderzy w domowe budżety, zważywszy, że ceny żywności i usług wciąż utrzymują się na wysokim poziomie.
Dlaczego „złota era” waloryzacji dobiegła końca?
Mechanizm waloryzacji w Polsce nie jest decyzją polityczną, lecz czystą, ustawową matematyką. Wskaźnik podwyżki jest ściśle powiązany z danymi z roku poprzedniego (czyli 2025). Składają się na niego dwa kluczowe elementy: średnioroczna inflacja emerycka (wzrost cen dla gospodarstw domowych seniorów) oraz co najmniej 20% realnego wzrostu płac. W latach 2023–2024 inflacja była gigantyczna, co automatycznie windowało waloryzację do rekordowych poziomów.
Sytuacja w 2025 roku uległa jednak stabilizacji. Choć dla makroekonomii to dobra wiadomość, dla seniorów oznacza to drastyczny zjazd w dół. Analitycy NBP oraz eksperci ZUS przewidują, że średnioroczna inflacja w 2025 roku wyniesie poniżej 6%. Nawet doliczenie 20% realnego wzrostu płac nie pozwoli na osiągnięcie dwucyfrowego wskaźnika. Ostateczny wskaźnik, który poznamy w lutym 2026 roku, najprawdopodobniej oscylować będzie w granicach 5,5% do 6,5%. To zaledwie połowa tego, co seniorzy otrzymywali w poprzednich latach.
Kto straci najwięcej? Pułapka waloryzacji procentowej
Niska waloryzacja w 2026 roku uwypukli odwieczną niesprawiedliwość polskiego systemu: waloryzację procentową. System ten promuje osoby o wysokich świadczeniach, jednocześnie dając grosze tym, którzy mają najmniej. Jeśli ktoś pobiera wysoką emeryturę dyrektorską w wysokości 8000 zł, to przy waloryzacji 6% zyska podwyżkę rzędu 480 zł brutto.
Natomiast emerytka otrzymująca świadczenie minimalne (które po waloryzacji w 2025 roku wynosiło około 1800 zł brutto), zyska zaledwie około 108 złotych brutto. Po odliczeniu składki zdrowotnej, realna kwota na rękę będzie jeszcze niższa. Środowiska seniorskie od lat apelują o wprowadzenie waloryzacji kwotowo-procentowej, która gwarantowałaby minimalną podwyżkę, na przykład „nie mniej niż 250 zł”. Niestety, w 2026 roku rząd trzyma się sztywno mechanizmu ustawowego, co prowadzi do pogłębiania się rozwarstwienia dochodowego wśród seniorów.
Dwa ciche zabójcy podwyżek: Podatek i 14. Emerytura
Nawet te skromne podwyżki zostaną w dużej mierze pochłonięte przez system podatkowo-składkowy. Pamiętajmy, że ulga „Emerytura bez podatku” dotyczy świadczeń do kwoty 2500 zł brutto. Każda waloryzacja wypycha kolejną grupę seniorów ponad ten limit. Jeśli Twoja emerytura wynosiła 2450 zł, a po waloryzacji wzrośnie do 2600 zł, państwo zacznie pobierać 12% zaliczki na podatek dochodowy od tej nadwyżki. W efekcie, realny zysk „na rękę” będzie znacznie mniejszy niż podana kwota brutto.
Do tego dochodzi nieodliczalna 9% składka zdrowotna, która jest pobierana od każdego świadczenia, niezależnie od jego wysokości. To ona „zjada” lwią część każdej waloryzacji. Ponadto, niższa waloryzacja w marcu 2026 roku oznacza, że wzrost 13. emerytury będzie symboliczny. Co gorsza, waloryzacja świadczenia podstawowego sprawi, że coraz więcej seniorów przekroczy próg dochodowy dla 14. emerytury (który wynosił w 2025 roku około 2900 zł brutto). Ci, którzy znajdą się tuż nad progiem, stracą część lub całość tego jesiennego dodatku, co dodatkowo obciąży ich budżety.
Martwy mechanizm? Zapomnij o drugiej waloryzacji w 2026 roku
W ostatnich latach dużo mówiło się o wprowadzeniu mechanizmu drugiej waloryzacji w ciągu roku (np. we wrześniu). Ten „bezpiecznik” miał chronić seniorów, gdyby inflacja w pierwszej połowie roku przekroczyła 5%. Niestety, w 2026 roku ten mechanizm najprawdopodobniej stanie się martwy.
Prognozy Narodowego Banku Polskiego (NBP) zakładają, że w wyniku skutecznego hamowania inflacji, wzrost cen w pierwszej połowie 2026 roku nie przekroczy ustawowego progu 5%. Oznacza to, że seniorzy zostaną z jedną, marcową podwyżką na całe 12 miesięcy. Brak „jesiennego zastrzyku gotówki” będzie szczególnie dotkliwy przed kolejnym sezonem grzewczym, kiedy koszty utrzymania tradycyjnie rosną. Przy pełzającej inflacji cen żywności i energii, jedna niska waloryzacja na rok może nie wystarczyć, by utrzymać realną siłę nabywczą świadczeń.
Praktyczne wnioski: Co musisz zrobić, aby uniknąć szoku?
Rok 2026 to powrót do szarej rzeczywistości umiarkowanej inflacji, co dla emerytów oznacza koniec spektakularnych podwyżek na papierze. Aby uniknąć rozczarowania, należy już teraz podjąć konkretne kroki:
- Obniż oczekiwania: Zapomnij o wskaźnikach rzędu 12%. Przygotuj się mentalnie na podwyżkę jednocyfrową, prawdopodobnie poniżej 7%.
- Przelicz PIT: Sprawdź, czy nowa kwota brutto nie „wypchnie” Cię ponad limit 2500 zł brutto. Jeśli tak, ZUS potrąci zaliczkę na podatek, a Twój realny zysk będzie niższy.
- Planuj budżet bez „drugiej waloryzacji”: Nie uwzględniaj w planach finansowych dodatkowych pieniędzy we wrześniu. Najprawdopodobniej ich nie będzie.
- Pilnuj „czternastki”: Jeśli Twoja emerytura jest bliska progu dochodowego (ok. 2900 zł brutto), waloryzacja może sprawić, że wpadniesz w mechanizm „złotówka za złotówkę” i jesienią dostaniesz mniejszy przelew.
Marcowa decyzja ZUS będzie sygnałem, że po latach finansowej hossy dla seniorów, wracamy do minimalnych, ledwo odczuwalnych podwyżek, które często nie nadążają za rzeczywistymi kosztami życia.

