Koniec z optymalizacją wynagrodzeń i dorabianiem „na czysto”. 2 stycznia 2026 roku wszedł w życie jeden z najbardziej rewolucyjnych i bolesnych dla domowych budżetów zapisów, wynikających z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Mowa o pełnym oskładkowaniu wszystkich umów zlecenia. To oznacza, że miliony Polaków, którzy dorabiali do pensji na zleceniach, nagle zobaczą na swoich kontach znacznie mniejsze przelewy. Dla wielu osób, traktujących drugą pracę jako ratunek przed inflacją i rosnącymi ratami kredytów, ten ubytek gotówki będzie katastrofalny.
Eksperci ostrzegają: ten ruch, choć politycznie tłumaczony „uszczelnianiem systemu” i walką z segmentacją rynku pracy, w praktyce oznacza jedno – drastyczny wzrost kosztów zatrudnienia dla firm i znaczące uszczuplenie dochodów netto dla pracowników. Jeśli pracujesz na etacie i dorabiasz na zleceniu, przygotuj się na to, że państwo weźmie teraz dużo więcej, a Twoje wynagrodzenie może skurczyć się nawet o kilkaset złotych miesięcznie.
Koniec z furtką „zbiegu tytułów”. Jak to działało?
Przez lata polski system ubezpieczeń społecznych oferował lukę, z której chętnie korzystały miliony osób – był to tak zwany zbieg tytułów do ubezpieczeń. Mechanizm ten działał jak finansowy parasol ochronny dla osób pracujących w kilku miejscach. Jeśli miałeś główną umowę o pracę (etat) z pensją co najmniej minimalną (która w 2026 roku jest już znaczącą kwotą), to od każdej kolejnej umowy zlecenia płaciłeś obowiązkowo tylko składkę zdrowotną.
Składki społeczne – emerytalna (9,76%) i rentowa (1,5%) – były dobrowolne. Ponieważ nikt dobrowolnie nie rezygnował z gotówki, większość Polaków ich nie opłacała. Efekt? Umowa zlecenie była niezwykle opłacalna. Przy tym samym koszcie dla pracodawcy, pracownik dostawał na rękę znacznie więcej niż na etacie. To eldorado właśnie się skończyło. Nowe przepisy, które weszły w życie 2 stycznia 2026 roku, wprowadzają twardą zasadę: pełne oskładkowanie każdego zlecenia.
Oznacza to, że niezależnie od tego, czy masz już etat, czy jesteś emerytem, czy prowadzisz działalność – każda złotówka zarobiona na umowie zlecenia jest obciążona pełnym pakietem ZUS. Cel? Zwiększenie wpływów do budżetu i zmuszenie Polaków do budowania wyższych świadczeń emerytalnych. Konsekwencja? Mniejsze pieniądze w portfelu tu i teraz.
Matematyka jest bezlitosna. Ile dokładnie stracisz na rękę?
Skala ubytku jest znacząca. Przyjrzyjmy się konkretnym liczbom. Załóżmy, że dorabiasz jako freelancer, grafik lub kierowca i masz umowę zlecenie na kwotę 3000 zł brutto. Do końca 2025 roku, przy zbiegu tytułów, na Twoje konto wpływało około 2700 zł netto (po odliczeniu podatku i składki zdrowotnej).
Po reformie, od tej samej kwoty 3000 zł brutto, trzeba odliczyć pełne składki społeczne. Twoja wypłata netto skurczy się drastycznie – o około 300 do 400 złotych miesięcznie. W skali roku to strata rzędu 3600 do 4800 złotych. Dla wielu rodzin, dla których te pieniądze stanowiły bufor bezpieczeństwa, spłatę rat kredytowych (np. na poziomie 500-700 zł) lub pokrycie rosnących rachunków, jest to ogromny cios. Nagle okazuje się, że praca po godzinach, do której musisz doliczyć koszty dojazdu i poświęcony czas, przestaje być opłacalna.
Zmiana ta uderza również w seniorów. Emeryci, którzy dorabiali na portierniach lub w ochronie, cieszyli się wysokim wynagrodzeniem netto, ponieważ ich emerytura była już tytułem do ubezpieczenia. Teraz, oni również muszą płacić pełne składki społeczne od zlecenia. Dla 70-latka, argument, że „buduje sobie wyższą emeryturę”, jest pusty. On potrzebuje pieniędzy na leki i życie dzisiaj.
Pracodawcy w pułapce i powrót szarej strefy
Reforma nie dotyka tylko pracowników. Uderza rykoszetem w przedsiębiorców, zwłaszcza małe i średnie firmy, które często korzystały z elastycznych zleceń. Musimy pamiętać, że część składek ZUS jest opłacana przez pracodawcę (koszt pracodawcy). Pełne oskładkowanie zleceń podnosi koszt utrzymania zleceniobiorcy o kilkanaście procent.
W obliczu rosnących kosztów, firmy mają kilka scenariuszy działania, a żaden z nich nie jest korzystny dla pracowników: obniżka stawek brutto (aby utrzymać ten sam koszt pracodawcy, ale to oznacza jeszcze mniejszą wypłatę netto dla pracownika), rezygnacja z usług zewnętrznych współpracowników lub – co jest największym zagrożeniem – masowe przenoszenie usług do szarej strefy. Wiele drobnych usług, takich jak remonty, sprzątanie, czy opieka nad dziećmi, znów będzie rozliczanych „pod stołem” gotówką, bez faktur i umów. Jest to porażka systemu, który miał uszczelniać rynek pracy.
Wielu przedsiębiorców i freelancerów, chcąc uciec przed nowym obciążeniem, rozważa przejście na B2B (własną działalność gospodarczą). To realna alternatywa, ale tylko dla osób zarabiających na zleceniu powyżej 5000-6000 zł, którym opłaca się pokryć koszty księgowości i skorzystać z ulg takich jak Mały ZUS Plus. Dla osób dorabiających niewiele, zakładanie firmy jest po prostu nieopłacalne.
Co powinieneś zrobić teraz? Praktyczny plan działania
Jeśli Twoje finanse zależały od umów zlecenia, nie możesz czekać biernie na mniejszy przelew. Działaj natychmiast, aby zminimalizować straty:
- Zweryfikuj warunki umowy: Sprawdź, czy Twoja stawka była ustalona jako brutto czy netto. Jeśli masz zapisaną kwotę netto, pracodawca musi pokryć różnicę, co może skłonić go do renegocjacji lub rozwiązania umowy. Jeśli stawka jest brutto, to Ty poniesiesz pełny koszt.
- Rozmawiaj o podwyżce: Jeśli Twoja praca jest cenna, to jest moment, by spróbować wynegocjować podwyżkę stawki brutto. Argumentuj to rosnącymi kosztami życia i nowym obciążeniem fiskalnym.
- Pilnuj statusu studenta: Uczniowie i studenci do 26. roku życia są jedyną grupą, która zachowuje przywilej nieoskładkowanego zlecenia. Utrata statusu studenta w 2026 roku (np. po obronie pracy magisterskiej) oznacza automatyczną obniżkę pensji o niemal 30%. Systemy uczelni są już zintegrowane z ZUS, więc ukrycie tego faktu jest niemożliwe.
- Unikaj UoD jako ucieczki: Uciekanie w masowe zawieranie umów o dzieło jest ryzykowne. ZUS masowo kwestionuje takie umowy, jeśli Twoja praca ma charakter powtarzalny (staranność działania). Przekwalifikowanie umowy może skutkować koniecznością zapłaty zaległych składek z odsetkami do 5 lat wstecz.
Reforma oskładkowania umów zlecenia to definitywny koniec epoki elastyczności i „tańszego” dorabiania. Polska dostosowała się do wymogów KPO, ale cenę za to płacą bezpośrednio pracownicy i przedsiębiorcy, dla których dodatkowa praca stała się po prostu mniej opłacalna.

