Dziś mija ostateczny termin, w którym prezydent Karol Nawrocki musi podjąć decyzję w sprawie nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Jak wynika z naszych ustaleń, scenariusz, którego najbardziej obawiała się koalicja rządząca, stanie się faktem: prezydent zawetuje kluczową dla internetu „ustawę cyfrową”. Decyzja ta oznacza natychmiastowy paraliż prac nad implementacją unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA) w Polsce, co ma daleko idące konsekwencje zarówno dla gigantów technologicznych, jak i milionów polskich użytkowników sieci.
Weto głowy państwa jest odpowiedzią na poważne wątpliwości konstytucyjne dotyczące wolności słowa i potencjalnie nadmiernej ingerencji państwa w treści publikowane online. Choć rząd podkreślał, że ustawa miała wzmocnić prawa użytkowników i stworzyć skuteczne mechanizmy walki z nielegalnymi treściami, Pałac Prezydencki uznał, że proponowane rozwiązania idą za daleko. Ta decyzja wywołała natychmiastową reakcję w obozie rządzącym, który już zapowiada „Plan B” i powrót do projektu w zmienionej formie.
Weto stało się faktem. Dlaczego Prezydent mówi „Nie”?
Spór o regulację internetu narastał od tygodni. Choć Unia Europejska wyznaczyła jasne ramy, wprowadzając Akt o usługach cyfrowych (DSA), polska implementacja stała się polem bitwy politycznej i prawnej. Prezydent Karol Nawrocki konsekwentnie sygnalizował, że projekt budzi jego głębokie obawy. Główne zastrzeżenia skupiają się wokół fundamentalnej kwestii: czy ustawa nie ogranicza zbytnio swobody wypowiedzi?
Kluczowym elementem, który wpłynął na decyzję Prezydenta, była krytyczna opinia wydana przez Sąd Najwyższy. Eksperci prawni SN wskazali, że niektóre zapisy nowelizacji mogą naruszać art. 54 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, gwarantujący każdemu wolność wyrażania swoich poglądów. Chodziło głównie o mechanizmy, które teoretycznie mogłyby prowadzić do zbyt szybkiego i arbitralnego usuwania treści z platform, zanim sprawa trafiłaby do niezawisłego sądu.
Z perspektywy Pałacu Prezydenckiego, ustawa w obecnym kształcie stwarzała ryzyko cenzury prewencyjnej. Prezydent Nawrocki argumentował, że przepisy te nadmiernie rozszerzają unijne regulacje, dając polskim organom zbyt szerokie pole do interpretacji i ingerencji. Weto jest więc obroną przed tym, co otoczenie głowy państwa nazywa „nadmierną biurokratyzacją wolności słowa”.
Co w praktyce oznacza weto dla Polaków i platform cyfrowych?
Decyzja prezydenta ma natychmiastowe i bardzo konkretne konsekwencje dla rynku cyfrowego w Polsce. Przede wszystkim, Polska opóźnia implementację DSA, która miała na celu ujednolicenie zasad funkcjonowania platform cyfrowych w całej UE. W efekcie, podczas gdy inne kraje członkowskie (np. Niemcy czy Francja) już wdrażają nowe, surowsze standardy, polscy użytkownicy tracą dostęp do wzmocnionej ochrony prawnej.
Co to oznacza dla ciebie jako użytkownika? Dotychczasowe przepisy, często uznawane za niewystarczające, nadal obowiązują. Nowelizacja miała wprowadzić m.in. obowiązek uzasadniania przez platformy decyzji o usunięciu treści oraz dać użytkownikom realną możliwość odwołania się do sądu w przypadku niesłusznej moderacji. Teraz te mechanizmy zostają zawieszone. W praktyce, jeśli Facebook czy X (dawny Twitter) zablokuje twoje konto lub usunie post, twoja droga odwoławcza pozostanie skomplikowana i niejasna.
Dla platform cyfrowych, takich jak Google, Meta czy TikTok, weto oznacza dalszą niepewność regulacyjną. Choć muszą one przestrzegać bezpośrednio stosowanych przepisów DSA na poziomie unijnym, brak krajowej ustawy utrudnia egzekwowanie lokalnych przepisów i tworzy lukę prawną, która miała być wypełniona przez polskie organy nadzoru. Weto to nie tylko spór polityczny, ale i realny problem w relacjach z Brukselą, która może wszcząć postępowanie przeciwko Polsce za opóźnienie w dostosowaniu prawa.
Rząd przygotowuje Plan B. Drugie podejście do regulacji sieci
W obozie rządzącym weto prezydenta było scenariuszem wysoce prawdopodobnym. Nieoficjalnie mówi się, że Ministerstwo Cyfryzacji już przygotowuje strategię awaryjną. Decyzja Nawrockiego nie oznacza końca prac nad regulacją internetu, ale zmusza rząd do znacznych modyfikacji projektu, aby uniknąć kolejnego odrzucenia.
Przedstawiciele koalicji zapowiadają, że wrócą do tematu niezwłocznie, prawdopodobnie jeszcze w pierwszym kwartale 2026 roku. Kluczową zmianą, która ma zadowolić Pałac Prezydencki i usunąć zastrzeżenia konstytucyjne, ma być wprowadzenie szybszej i bardziej sądowej ścieżki odwoławczej. Zamiast opierać się na decyzjach administracyjnych, nowa wersja ustawy miałaby mocniej akcentować rolę niezawisłych sądów w rozstrzyganiu sporów o treści w internecie.
Rząd podkreśla, że celem jest nie cenzura, lecz ochrona obywateli przed dezinformacją, mową nienawiści i nielegalnymi treściami, które stanowią nawet 15% wszystkich zgłaszanych naruszeń na dużych platformach. Brak implementacji DSA stawia Polskę w niekorzystnej pozycji, opóźniając wprowadzenie nowoczesnych narzędzi ochrony prawnej. W związku z tym, presja na szybkie przygotowanie nowej, poprawionej wersji ustawy jest ogromna.
Pilność i konsekwencje: Czy wolność słowa wygrała z bezpieczeństwem w sieci?
Weto prezydenta Karola Nawrockiego zamyka pierwszy, burzliwy etap sporu o kształt polskiej regulacji internetu. Choć zwolennicy wolności słowa mogą odetchnąć z ulgą, uważając decyzję za obronę przed nadmierną kontrolą państwa, przeciwnicy wskazują na realne ryzyko prawne i społeczne wynikające z braku dostosowania do standardów unijnych.
Opóźnienie implementacji DSA oznacza, że Polacy będą musieli dłużej czekać na wzmocnienie swoich praw wobec globalnych korporacji technologicznych. Tymczasem rząd jest zdeterminowany, aby wrócić do tematu. Najbliższe miesiące pokażą, czy uda się wypracować kompromis, który pogodzi fundamentalne prawo do wolności słowa z koniecznością skutecznej walki z nielegalnymi treściami, przy jednoczesnym uniknięciu kolejnego weta. Bez wątpienia, ten legislacyjny impas będzie miał decydujący wpływ na kształt polskiego internetu w 2026 roku.

