Close Menu
  • Aktualności z kraju
  • Wiadomości ze świata
  • Motoryzacja
  • Aktualności z kraju
  • Wiadomości ze świata
  • Motoryzacja
Facebook X (Twitter)
Facebook X (Twitter)
News na dziśNews na dziś
  • Aktualności z kraju
  • Wiadomości ze świata
  • Motoryzacja
News na dziśNews na dziś
Home - Aktualności z kraju

5 milionów kur padło. Markety nie mają jaj, a Polacy zapłacą więcej

Damian Pośpiech2026-01-21
Facebook Twitter Email Telegram Copy Link WhatsApp
Kura
Kura

Półki z jajami w największych polskich sieciach handlowych zaczynają świecić pustkami, a eksperci ostrzegają, że to dopiero początek poważnego kryzysu podażowego. Problem nie jest chwilowy i wynika z nałożenia się dwóch kluczowych czynników: masowej likwidacji stad kur nieśnych z powodu grypy ptaków oraz polityki największych detalistów, którzy całkowicie wycofali się ze sprzedaży jaj klatkowych.

Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP) podaje dramatyczne dane: w ciągu zaledwie sześciu tygodni pogłowie kur nieśnych w Polsce zmniejszyło się o co najmniej 5 milionów sztuk. To niemal 10% krajowego potencjału produkcyjnego. Choć Polska jest 5. producentem jaj w Unii Europejskiej, załamanie podaży uderzyło w segment najbardziej pożądany przez sieci handlowe – jaja z alternatywnych systemów chowu.

Katarzyna Gawrońska, prezeska KIPDiP, ostrzega, że w najbliższych tygodniach konsumenci muszą przygotować się na dalsze braki i wzrost cen. Wielkie sieci, takie jak Biedronka, Lidl czy Kaufland, które zadeklarowały sprzedaż wyłącznie jaj ściółkowych, z wolnego wybiegu lub ekologicznych, nie mają obecnie żadnego bufora bezpieczeństwa. Co gorsza, wirus grypy ptaków jest szczególnie aktywny w obecnych warunkach zimowych, co utrudnia szybką odbudowę stad.

Skala kryzysu. Jak grypa ptaków zredukowała krajową produkcję?

Wirus grypy ptaków (HPAI) uderzył w polskie fermy z niespotykaną intensywnością, stając się jednym z największych zagrożeń dla krajowego drobiarstwa. W ciągu ostatnich 6 tygodni konieczna była likwidacja stad liczących łącznie ponad 5 milionów kur nieśnych. Jest to strata niemal 1/10 całego polskiego pogłowia przeznaczonego do produkcji jaj. Wirus nie wybierał losowo, lecz ze szczególną siłą dotknął fermy utrzymujące kury w alternatywnych systemach chowu.

To kluczowa informacja, ponieważ to właśnie jaja ściółkowe, z wolnego wybiegu i ekologiczne są obecnie jedynymi, które trafiają na półki dużych marketów. Wirus, który dobrze znosi ujemne temperatury, jest trudny do zwalczenia. Jak podkreśla KIPDiP, jedyną skuteczną metodą jest bioasekuracja, a w przypadku wykrycia zakażenia – natychmiastowa i całkowita likwidacja stada. Odbudowa ferm to proces trwający miesiącami, co oznacza, że problem braku podaży nie zniknie szybko.

Paradoksalnie, choć w magazynach polskich producentów zalegają miliony jaj klatkowych, które stanowią blisko 68% krajowej produkcji, nie mogą one trafić do największych odbiorców. Markety, kierując się polityką dobrostanu zwierząt, odcięły się od tego największego źródła podaży. W efekcie, gdy kryzys wirusowy uderzył w mniejszościowy segment rynku (jaja alternatywne), handel detaliczny znalazł się w pułapce bez wyjścia.

Bojkot jaj klatkowych. Dlaczego markety odcięły sobie bufor bezpieczeństwa?

W ostatnich latach, pod wpływem presji organizacji prozwierzęcych i zmieniających się trendów konsumenckich, największe sieci handlowe w Polsce – w tym giganci tacy jak Biedronka, Lidl czy Kaufland – publicznie zadeklarowały rezygnację ze sprzedaży jaj klatkowych. Ta decyzja, choć podyktowana troską o wizerunek i dobrostan, została podjęta bez stworzenia odpowiedniego planu awaryjnego na wypadek kryzysu podażowego.

Polska struktura produkcji jaj jest silnie oparta na systemie klatkowym, który stanowi aż 67,7% całkowitej podaży. Jaja ściółkowe to 23,8%, z wolnego wybiegu 7,1%, a ekologiczne zaledwie 1,4%. W momencie, gdy wirus HPAI zdziesiątkował przede wszystkim stada alternatywne, markety nie mogły już sięgnąć po jaja klatkowe, które stanowią bufor bezpieczeństwa na większości rynków.

Katarzyna Gawrońska z KIPDiP mówi wprost o „klasycznej sytuacji niedostosowania popytu do podaży” i zarzuca menadżerom sieci handlowych brak odrobienia lekcji z zarządzania ryzykiem. Skutek jest natychmiastowy: w sklepach brakuje jaj, a konsumenci wracają z pustymi rękami. Markety, które publicznie zadeklarowały bojkot, stoją teraz przed dylematem: przyznać się do błędu i wrócić do sprzedaży jaj klatkowych, czy czekać, aż ceny jaj alternatywnych wystrzelą w górę.

Dwa rynki jaj. Ceny rosną, ale nie dla wszystkich producentów

Obecna sytuacja doprowadziła do podziału polskiego rynku jaj na dwa odrębne i nierównoważne segmenty. Z jednej strony mamy jaja alternatywne, których brakuje, a ich ceny hurtowe gwałtownie rosną, co jest bezpośrednio odczuwalne przez konsumentów. Z drugiej strony są jaja klatkowe, których jest nadmiar i których ceny spadają, ponieważ nie mają one dostępu do głównego kanału dystrybucji, czyli dużych sieci handlowych.

Producenci jaj klatkowych ponoszą obecnie straty, ponieważ ich produkty zalegają w magazynach. Jednocześnie rosnące ceny jaj alternatywnych nie rekompensują całkowitej straty podażowej. W tej sytuacji Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz postuluje najprostsze rozwiązanie, które mogłoby natychmiast złagodzić kryzys dostępności i cen.

„Najlepszym sposobem na pomoc konsumentom byłoby czasowe dopuszczenie do sprzedaży jaj klatkowych we wszystkich miejscach, gdzie nie można ich dziś kupić” – proponuje prezeska Gawrońska. Taki ruch nie tylko przywróciłby pełną dostępność produktu, ale także obniżyłby ogólne ceny, dając konsumentom wybór, a producentom – możliwość sprzedaży zalegającego towaru. Jednak sieci handlowe, obawiając się wizerunkowej porażki i reakcji organizacji prozwierzęcych, na razie milczą i nie chcą rezygnować z publicznie złożonych obietnic.

Zagrożenie importem. Czy polskie jaja zastąpią dostawy z Turcji i Brazylii?

W obliczu braku możliwości szybkiego uzupełnienia krajowych zapasów jaj alternatywnych, istnieje realne ryzyko, że sieci handlowe zdecydują się na masowy import z zagranicy. Już teraz na rynku pojawiają się oferty jaj z Ukrainy, Turcji, a nawet odległej Brazylii. Decyzja ta może mieć poważne konsekwencje zarówno dla polskich producentów, jak i dla konsumentów.

KIPDiP ostrzega, że import spoza Unii Europejskiej, choć może wydawać się szybkim rozwiązaniem problemu pustych półek, wiąże się z niższymi standardami sanitarnymi i hodowlanymi. Przepisy dotyczące dobrostanu zwierząt i kontroli weterynaryjnej w krajach poza UE są często znacznie mniej rygorystyczne niż te obowiązujące w Polsce i pozostałych państwach członkowskich.

Jeśli markety wybiorą import zamiast powrotu do sprzedaży polskich jaj klatkowych, konsumenci staną przed paradoksem: zapłacą wyższą cenę za produkt potencjalnie gorszej jakości, pochodzący z odległych krajów. Jednocześnie polscy producenci, mimo że mają w magazynach miliony jaj, stracą rynek zbytu. Sytuacja ta uderza w wiarygodność i stabilność polskiego sektora drobiarskiego, który jest jednym z największych eksporterów w Europie.

Praktyczne wskazówki. Jak kupować jaja w czasie kryzysu podażowego?

Dla konsumentów robiących zakupy w dużych sieciach handlowych, najbliższe tygodnie będą wymagały cierpliwości i elastyczności. Pustki na półkach i rosnące ceny jaj alternatywnych to nowa rzeczywistość. Aby zminimalizować negatywne skutki kryzysu, warto zastosować kilka praktycznych strategii:

  • Szukaj alternatywnych punktów sprzedaży: Mniejsze sklepy osiedlowe, Żabki, a także stacje benzynowe, często nie podpisały deklaracji o rezygnacji z jaj klatkowych. W tych miejscach dostępność produktu może być stabilniejsza.
  • Sprawdzaj pochodzenie: Wzrost cen jaj alternatywnych jest naturalny przy deficycie, ale bądź ostrożny, widząc drastycznie zawyżone ceny. Zawsze sprawdzaj kraj pochodzenia. Jaja z krajów spoza UE mogą nie spełniać wysokich standardów jakości, do których przyzwyczaili się polscy konsumenci.
  • Rozważ zakup bezpośredni: Targowiska i lokalni rolnicy sprzedający jaja bezpośrednio mogą być teraz najlepszym źródłem zaopatrzenia. Omijasz w ten sposób pośredników i problemy z zarządzaniem ryzykiem przez handlowych gigantów.
  • Kupuj z zapasem: Jaja przechowywane w lodówce zachowują świeżość przez kilka tygodni. W sytuacji niestabilnych dostaw, zakup większego opakowania w dobrej cenie pozwoli uniknąć codziennego stresu związanego z poszukiwaniami.

Obecny kryzys na rynku jaj to dobitny przykład, jak nałożenie się czynników naturalnych (wirus) i decyzji biznesowych (polityka sieci handlowych) może destabilizować podstawowy segment rynku żywnościowego, prowadząc do niedoborów i wzrostu cen dla finalnego konsumenta.

ceny żywności grypa ptaków handel detaliczny inflacja jaja markety rynek drobiu
Share. Facebook Twitter Email WhatsApp Copy Link
Dodaj komentarz
Napisz komentarz Anuluj odpowiedź

OSTATNIE WPISY

Pogodowy chaos w Polsce. Nadchodzi -20°C, a na południu porywy 85 km/h

Usterka między Rembertowem a Sulejówkiem. Pasażerowie SKM i KM muszą czekać

Zabudowa balkonu bez zgody to samowola. Grozi nakaz rozbiórki i wysokie koszty

Facebook X (Twitter) RSS
  • Aktualności 
  • Wiadomości ze świata
  • Motoryzacja
  • Sport
  • O nas
  • Kontakt
  • Polityka Prywatności
  • Polityka redakcyjna
  • Mapa strony
  • Regulamin

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2021 - 2025 Newsnadzis.pl
Wydawca i redakcja portalu: POL-MEDIA - Adres: ul. Grzybowska 9, 00-132 Warszawa

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.