Operacja „Epic Fury”, prowadzona przez siły USA i Izraela przeciwko Iranowi, ujawniła krytyczny problem dla współczesnej strategii obronnej. Z zamkniętego briefingu, który odbył się 3 marca 2026 roku na Kapitolu z udziałem szefa Pentagonu Pete’a Hegsetha oraz gen. Dana Caine’a, wynika, że irańskie bezzałogowce typu Shahed stanowią znacznie większe wyzwanie dla amerykańskich systemów obrony powietrznej, niż pierwotnie zakładano.
Dlaczego Shahedy są tak trudne do zestrzelenia
Podstawowy problem ma charakter techniczny i ekonomiczny. Irańskie drony kamikaze poruszają się na niskich pułapach i z niewielką prędkością, co pozwala im skutecznie omijać zaawansowane systemy radarowe zaprojektowane do wykrywania szybkich pocisków balistycznych. Przedstawiciele administracji przyznali otwarcie, że obecna architektura obrony powietrznej nie jest w stanie w pełni zabezpieczyć przestrzeni przed masowymi atakami tego typu.
Asymetria kosztów jest miażdżąca: jeden dron Shahed-136 kosztuje zaledwie kilka tysięcy dolarów, podczas gdy pocisk przechwytujący typu Patriot PAC-3 to wydatek rzędu 4 milionów dolarów za sztukę. Przy masowych salwach, stosowanych obecnie przez Iran, zasoby najdroższych systemów obronnych topnieją w zastraszającym tempie, co zmusza dowództwo do poszukiwania nowych rozwiązań.
Ukraińska propozycja wymiany: drony za rakiety
W obliczu tych trudności, Kijów wystąpił z konkretną ofertą skierowaną do krajów Zatoki Perskiej. Prezydent Wołodymyr Zełenski zaproponował wymianę: Ukraina przekaże swoje doświadczenie oraz tanie drony przechwytujące, które osiągają 90-procentową skuteczność w neutralizacji Shahedów, w zamian za rakiety PAC-3 do systemów Patriot.
Dla Ukrainy jest to szansa na uzupełnienie braków w amunicji do systemów Patriot, które są niezbędne do ochrony ukraińskich miast. Dla sojuszników USA w regionie Zatoki Perskiej, oferta ta może stanowić jedyną drogę do zachowania ciągłości obrony przed masowymi nalotami, przy jednoczesnym uniknięciu wyczerpania zapasów najdroższego uzbrojenia.
Reakcja Pentagonu i sytuacja na Bliskim Wschodzie
Administracja USA zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą, choć nie ukrywa napięć. Podczas gdy gen. Caine raportował o znaczącym spadku liczby wystrzeliwanych przez Iran pocisków balistycznych i dronów w ciągu ostatnich dni, niektórzy sojusznicy USA w regionie już sygnalizują braki w zasobach amunicji przechwytującej. Prezydent Trump zapowiedział rozmowy z liderami koncernów zbrojeniowych w celu przyspieszenia produkcji, wskazując jednocześnie na duże zapasy bomb naprowadzanych, które mają być alternatywą w nowej fazie działań.
Briefing na Kapitolu pokazał również głębokie podziały polityczne. Część Kongresu kwestionuje brak formalnego upoważnienia do działań zbrojnych, co stawia administrację w trudnej sytuacji dyplomatycznej. Podczas gdy jedni senatorowie przewidują koniec operacji w ciągu kilku tygodni, inni obawiają się długotrwałego i otwartego konfliktu.
Co to oznacza dla bezpieczeństwa globalnego?
Wojna na Bliskim Wschodzie stała się poligonem doświadczalnym dla nowej ery wojen dronowych. Kluczowe wnioski dla obserwatorów sytuacji międzynarodowej są następujące:
- Koniec ery polegania wyłącznie na drogich rakietach: Armie muszą przestawić się na tanie systemy kontr-dronowe.
- Wzrost znaczenia innowacji: Sukcesy ukraińskiej technologii pokazują, że asymetryczna odpowiedź na tanie drony jest możliwa i skuteczna.
- Ryzyko wyczerpania zapasów: Nawet najpotężniejsze armie świata zmagają się z „problemem matematycznym” – produkcja amunicji musi nadążać za tempem zużycia w warunkach intensywnego konfliktu.
Przyszłość operacji w regionie zależy teraz od tego, czy uda się zrównoważyć braki w amunicji oraz czy oferta wymiany technologii między Ukrainą a krajami Zatoki Perskiej zostanie sfinalizowana w obliczu zmieniającej się sytuacji geopolitycznej.

