Wielu Polaków liczyło na stabilizację cen po latach wysokiej inflacji, jednak najnowsze dane gospodarcze wskazują na utrzymującą się presję kosztową. Z raportu International Business Report, przygotowanego przez Grant Thornton, wynika jednoznacznie: aż 60 proc. polskich przedsiębiorstw planuje w 2026 roku podnieść ceny swoich towarów i usług. To sygnał dla konsumentów, że mimo oficjalnych prognoz inflacyjnych, realne wydatki w domowych budżetach mogą rosnąć szybciej, niż zakładano.
Obecna sytuacja rynkowa różni się od szczytowych momentów inflacji z lat 2021–2023, jednak skala planowanych zmian jest znacząca. Jedynie 3 proc. firm rozważa obniżki cen, co oznacza, że przewaga przedsiębiorstw stawiających na wzrosty wynosi 57 punktów procentowych. Dla gospodarstw domowych oznacza to konieczność weryfikacji planów finansowych na najbliższe miesiące.
Dlaczego przedsiębiorcy decydują się na podwyżki
Głównym motorem napędowym wzrostu cen nie jest już tylko niepewność rynkowa, ale konkretne koszty operacyjne, z którymi muszą mierzyć się firmy. Aż 64 proc. przedsiębiorców wskazuje koszty pracy jako najpoważniejszą barierę rozwojową. W obliczu rekordowo niskiego bezrobocia, pracownicy skuteczniej negocjują wyższe wynagrodzenia, a firmy, chcąc utrzymać rentowność, przenoszą te wydatki na końcowego odbiorcę.
Drugim kluczowym czynnikiem są ceny energii. Mimo względnej stabilizacji na międzynarodowych rynkach surowców, 59 proc. badanych firm wciąż odczuwa silne obciążenie rachunkami za prąd i gaz. W połączeniu z presją płacową tworzy to mechanizm, w którym podwyżki cen stają się dla wielu firm jedynym sposobem na utrzymanie płynności finansowej.
Skala zmian: o ile więcej zapłacimy w sklepach
Plany przedsiębiorców są bardzo konkretne i wykraczają poza prognozowaną inflację konsumencką, która według szacunków ma wynieść około 2,8 proc. w 2026 roku. Większość firm planuje wzrosty znacznie przewyższające ten wskaźnik:
- 38 proc. firm planuje podwyżki w przedziale od 5 do 7 proc.
- 33 proc. przedsiębiorstw zapowiada wzrost cen o 3 do 4 proc.
- 10 proc. firm planuje podnieść ceny o 8 do 10 proc.
- 8 proc. przedsiębiorców sygnalizuje wzrosty przekraczające 10 proc.
Dane te potwierdzają, że w wielu sektorach realny wzrost cen będzie dwukrotnie, a nawet trzykrotnie wyższy niż oficjalny wskaźnik inflacji GUS, co będzie szczególnie odczuwalne przy zakupach podstawowych dóbr.
Pierwsze sygnały wzrostów już widać w koszykach zakupowych
Prognozy przedsiębiorców znajdują odzwierciedlenie w aktualnych danych rynkowych. Z raportu „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, opracowanego przez UCE Research i uczelnie WSB Merito, wynika, że już w styczniu 2026 roku codzienne zakupy były średnio o 3,7 proc. droższe w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.
Wzrosty nie są równomierne. Najmocniej po kieszeniach uderzają ceny używek (wzrost o 10,2 proc.), chemii gospodarczej (8,3 proc.) oraz słodyczy (7,1 proc.). Droższe o 6,7 proc. jest również mięso. Jedyną kategorią, w której odnotowano spadki, pozostają warzywa i owoce, co jednak nie rekompensuje wzrostów w pozostałych grupach produktów.
Jak przygotować domowy budżet na 2026 rok
Biorąc pod uwagę zapowiedzi przedsiębiorców, warto wdrożyć strategię „ostrożnego planowania”. Przede wszystkim należy założyć, że większość dóbr i usług podrożeje w tym roku o co najmniej 5 proc. Warto przyjrzeć się swoim stałym wydatkom i poszukać oszczędności w kategoriach, które wykazują największą tendencję wzrostową, takich jak chemia gospodarcza czy usługi.
Dla konsumentów kluczowe powinno być monitorowanie cen w skali miesiąca i elastyczne podejście do zakupów. W sytuacji, gdy presja kosztowa jest tak szeroka, świadome porównywanie ofert i unikanie zakupów impulsowych staje się najskuteczniejszym narzędziem ochrony domowego portfela przed skutkami inflacji producenckiej.

