W dobie powszechnych płatności zbliżeniowych, BLIKA i bankowości mobilnej, fizyczny pieniądz wydaje się reliktem przeszłości. Coraz więcej Polaków rezygnuje z noszenia portfela pełnego banknotów, polegając wyłącznie na cyfrowym zapisie stanu konta. Jednak doświadczenia ostatnich lat, a także analizy europejskich instytucji bezpieczeństwa, pokazują, że poleganie wyłącznie na systemach elektronicznych jest strategicznym błędem.
Ekonomiści i eksperci ds. bezpieczeństwa infrastruktury finansowej są zgodni: każdy powinien posiadać pewną, z góry określoną sumę gotówki w domu. Nie chodzi tu o trzymanie wszystkich oszczędności w przysłowiowej skarpecie, lecz o stworzenie awaryjnego funduszu płynnościowego. Fundusz ten ma służyć jako ubezpieczenie na wypadek zdarzeń nadzwyczajnych, które mogą sparaliżować cyfrowe systemy płatnicze.
Scenariusze, które budzą największy niepokój, to przede wszystkim długotrwałe blackouty, rozległe awarie sieci internetowej lub zorganizowane cyberataki na infrastrukturę bankową. W takich momentach terminale płatnicze przestają działać, a możliwość zakupu podstawowych produktów (żywność, leki, paliwo) staje się niemożliwa. Chociaż w Polsce nie ma oficjalnego nakazu gromadzenia gotówki, ekonomiści podają konkretną kwotę, która powinna znaleźć się w domowej apteczce finansowej, aby przetrwać kilka dni kryzysu.
Europa alarmuje, ile potrzeba na kilka dni kryzysu
Choć w wielu krajach europejskich płatności bezgotówkowe są jeszcze bardziej popularne niż w Polsce, banki centralne na Zachodzie przestały traktować posiadanie gotówki jako kwestię wyboru, a zaczęły uznawać je za element bezpieczeństwa narodowego. Instytucje te wydały jasne rekomendacje, precyzując, ile pieniędzy fizycznych powinno znajdować się w dyspozycji obywateli.
Jednym z najbardziej konkretnych przykładów jest Holenderski Bank Centralny (De Nederlandsche Bank), który zasugerował, aby każde gospodarstwo domowe posiadało w gotówce kwotę wahającą się od 200 do 500 euro. Suma ta została oszacowana jako wystarczająca na pokrycie niezbędnych wydatków (jedzenie, woda, leki) przez kilka dni, w sytuacji całkowitego paraliżu systemów elektronicznych.
Podobne wytyczne płyną ze Skandynawii, gdzie Szwedzki Bank Centralny (Riksbank) wskazał, że bezpieczny poziom gotówki to około 170 euro na osobę. Wyliczenia te opierają się na szacunkowych, tygodniowych kosztach życia. Eksperci podkreślają, że celem tych zaleceń nie jest podważanie zaufania do banków, ale zapewnienie obywatelom minimalnej płynności finansowej w przypadku, gdy fizyczny dostęp do pieniędzy na koncie zostanie czasowo zablokowany przez awarię techniczną.
1000 złotych na wypadek awarii. Polskie realia i rekomendacje
W Polsce sytuacja jest inna. Narodowy Bank Polski (NBP) ani żaden inny oficjalny organ nadzoru finansowego nie wydał dotąd formalnego apelu wzywającego do gromadzenia gotówki. Sektor bankowy nie sygnalizuje zagrożeń dla stabilności depozytów. Mimo to, dane NBP pokazują, że Polacy, kierując się ostrożnością wynikającą z niepewności geopolitycznej (wojna za wschodnią granicą) oraz doświadczeń z okresu pandemii, intuicyjnie zwiększają zasoby fizycznego pieniądza.
Ile zatem powinniśmy mieć w domowym sejfie? Polscy ekonomiści, opierając się na średnich kosztach życia i europejskich standardach bezpieczeństwa, sugerują, że rozsądną kwotą awaryjną jest około 1000 złotych na gospodarstwo domowe. Taka suma jest uznawana za wystarczającą do pokrycia kluczowych potrzeb przez 3 do 5 dni, zanim systemy zostaną przywrócone do pełnej sprawności.
Gotówka ta ma zapewnić możliwość zakupu:
- Podstawowych artykułów spożywczych (chleb, woda, produkty długoterminowe).
- Niezbędnych leków w aptece, która może działać w trybie awaryjnym.
- Paliwa do samochodu, jeśli stacja benzynowa ma możliwość ręcznego rozliczenia transakcji.
Traktowanie tej rezerwy jako elementu strategii bezpieczeństwa, równoważnego z zapasem wody czy żywności, staje się coraz bardziej powszechne w świadomości finansowej Polaków.
Jak bezpiecznie budować domową rezerwę gotówkową
Samo posiadanie gotówki to dopiero połowa sukcesu. Kluczowe jest jej odpowiednie przechowywanie, a także struktura nominałów. Fundusz awaryjny ma być użyteczny natychmiast, dlatego musi być dostosowany do warunków kryzysowych.
Drobne nominały to podstawa
W sytuacji awarii prądu lub systemów kasowych, sklepy — zwłaszcza małe — mogą mieć ogromny problem z wydawaniem reszty. Użycie banknotu 200 zł czy 500 zł do zakupu bochenka chleba może okazać się niemożliwe. Dlatego eksperci zalecają, aby domowy fundusz awaryjny był zbudowany przede wszystkim z mniejszych banknotów.
Rekomendowane nominały: Postaw na banknoty 10 zł, 20 zł i 50 zł. Zbudowanie rezerwy (np. wspomnianego 1000 zł) z tych nominałów pozwoli na odliczenie dokładnej kwoty za zakup, eliminując konieczność czekania na resztę, której sprzedawca może nie mieć w kasie.
Bezpieczeństwo przechowywania i rotacja
Gotówka trzymana w domu jest narażona na kradzież, pożar lub zniszczenie (np. przez wilgoć). Dlatego kluczowe jest wybranie bezpiecznego miejsca. Zdecydowanie należy unikać oczywistych skrytek, takich jak pod materacem, w słoiku w kuchni czy w bieliźniarce, ponieważ to pierwsze miejsca, które sprawdzają włamywacze.
Zalecane metody: Najbezpieczniejszą opcją jest przymocowany do ściany sejf domowy. Jeśli to niemożliwe, warto zainwestować w nietypowe skrytki (np. atrapa gniazdka elektrycznego lub ukryta kasetka metalowa w trudno dostępnym miejscu). Ponadto, ponieważ papier niszczeje i traci wartość przez inflację, zaleca się rotację banknotów. Raz na rok warto wpłacić fundusz awaryjny na konto i wypłacić go ponownie, aby upewnić się, że posiadane banknoty są w dobrym stanie i łatwe do zweryfikowania pod kątem autentyczności.
Gotówka jako ubezpieczenie, nie jako inwestycja
Należy pamiętać, że fundusz awaryjny w gotówce nie jest formą inwestowania ani oszczędzania. Pieniądze trzymane w domu tracą na wartości szybciej niż te na koncie oszczędnościowym z powodu inflacji. Celem jest wyłącznie natychmiastowa dostępność.
Traktuj te 1000 złotych jako „koszt” poczucia bezpieczeństwa — to pieniądze, które mają być dostępne w najgorszym możliwym scenariuszu. Wypłacenie tej sumy jest symboliczną opłatą za spokój ducha i możliwość funkcjonowania w warunkach kryzysowych, gdy cyfrowy świat na chwilę zamilknie.

