W Iranie trwają antyrządowe protesty, a ich bilans pozostaje jedną z najtrudniejszych do zweryfikowania informacji ostatnich tygodni. Część mediów i źródeł opozycyjnych mówi o liczbie zabitych sięgającej 12–20 tys., podczas gdy organizacje praw człowieka oraz doniesienia agencji wskazują na skokowo rosnące, ale znacząco niższe i niejednolite szacunki. W tle jest internetowy blackout, masowe zatrzymania oraz zapowiedzi władz, że części protestujących może grozić kara śmierci. Na kryzys reagują USA i państwa europejskie – rośnie presja dyplomatyczna, a retoryka Waszyngtonu staje się coraz ostrzejsza.
Wybuch demonstracji wiązany jest z pogłębiającym się kryzysem gospodarczym i spadkiem wartości waluty; protesty – jak opisują zagraniczne redakcje – zaczęły się 28 grudnia 2025 r. i szybko wyszły poza wątek ekonomiczny, przybierając charakter otwarcie antyrządowy. W odpowiedzi państwo wprowadziło daleko idące ograniczenia łączności: pojawiły się doniesienia o ogólnokrajowym wyłączeniu internetu i blokadach usług telekomunikacyjnych, co w praktyce utrudnia niezależne potwierdzanie skali przemocy oraz liczby ofiar.
Z zewnątrz widać jedynie fragmenty obrazu: urywki nagrań, relacje rodzin, informacje od organizacji pozarządowych oraz pojedyncze wypowiedzi przedstawicieli władz. Reuters opisywał, że Iran ogranicza internet i łączność telefoniczną oraz że kraj stał się w dużej mierze „odcięty od świata”. Dodatkowo pojawiają się doniesienia o tym, że część Irańczyków próbuje obchodzić blokady, korzystając z łączności satelitarnej – m.in. Starlink – choć jest ona w Iranie formalnie zakazana, a dostęp bywa „plamisty” i ryzykowny.
Jednocześnie – według AP – w ostatnich dniach władze miały częściowo poluzować niektóre restrykcje (np. w zakresie połączeń międzynarodowych), utrzymując jednak ścisły reżim w obszarze internetu i SMS. Taki „selektywny” model ograniczeń zwiększa kontrolę informacyjną państwa, a przy tym pozwala na minimalne odblokowanie kanałów niezbędnych dla gospodarki i administracji.
Co wiemy o liczbie ofiar i dlaczego dane są sprzeczne
Najbardziej medialne i zarazem najbardziej kontrowersyjne są doniesienia sugerujące bilans sięgający 12–20 tys. zabitych. CBS News – powołując się na kontakt z osobą przebywającą w Iranie – opisywało, że realny bilans może być wielokrotnie wyższy niż dotychczasowe, ostrożne szacunki, a służby miały pojawiać się w szpitalach, by pozyskiwać dane rannych. Źródła opozycyjne, w tym Iran International, również operują liczbą ok. 12 tys. ofiar, wskazując na wyjątkowo brutalny charakter pacyfikacji.
Równolegle funkcjonują jednak niższe, choć wciąż alarmujące dane organizacji i instytucji międzynarodowych. Według Reutersa, Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka mówi o „setkach” zabitych i wyraża głębokie zaniepokojenie eskalacją przemocy; Wysoki Komisarz Volker Türk miał podkreślać konieczność niezależnego wyjaśnienia doniesień o użyciu śmiercionośnej siły wobec protestujących.
Wśród źródeł „środka” są także raporty organizacji monitorujących sytuację. Reuters cytował dane HRANA (Human Rights Activists News Agency), według których liczba ofiar przekroczyła 500, a skala zatrzymań może iść w tysiące. Z kolei Iran Human Rights (IHRNGO) informował o co najmniej 648 zabitych protestujących (z uwzględnieniem dzieci) w określonym momencie protestów, z zastrzeżeniem, że liczby te mogą rosnąć wraz z napływem danych.
Do tego dochodzą sprzeczne sygnały płynące ze strony państwa. Reuters opisywał wypowiedź anonimowego urzędnika irańskiego, który miał mówić o ok. 2 tys. zabitych od początku protestów – to jedna z pierwszych informacji sugerujących dużo większą skalę niż oficjalne milczenie, ale wciąż znacząco niższą niż wersja „kilkunastu–kilkudziesięciu tysięcy”. Źródła państwowe w Iranie w wielu przekazach winą obarczają „zamieszki” i „terroryzm”, co komplikuje klasyfikację ofiar (protestujący, przypadkowi cywile, funkcjonariusze).
Dlaczego rozbieżności są tak duże? Po pierwsze: blackout informacyjny ogranicza możliwość weryfikacji. Po drugie: organizacje liczą ofiary różnymi metodami (raporty rodzin, szpitale, nagrania, lokalne sieci kontaktów), a część danych ma charakter „minimum potwierdzonego”, a nie pełnego bilansu. Po trzecie: relacje o działaniach służb w szpitalach i o poszukiwaniu rannych sugerują, że część zdarzeń może nie trafiać do oficjalnych rejestrów lub jest klasyfikowana w sposób utrudniający późniejsze ustalenia.
Osobny wymiar ma zapowiedź zastosowania wobec części zatrzymanych najcięższych kwalifikacji prawnych. W mediach pojawiają się informacje o zarzutach typu „moharebeh” (w przekładach: „wrogość wobec Boga”/„prowadzenie wojny przeciwko Bogu”), które w irańskim systemie prawnym mogą prowadzić do kary śmierci. ONZ ostrzegała przed ryzykiem jej użycia wobec protestujących, a jednocześnie organizacje praw człowieka przypominają, że Iran należy do państw najintensywniej stosujących egzekucje. Dane o skali wykonywania kary śmierci w samym 2025 r. różnią się w zależności od źródeł, ale część raportów mówi o co najmniej 1,5 tys. egzekucji (minimum), co dodatkowo wzmacnia obawy o „efekt mrożący” i eskalację represji.
Reakcja USA i Europy oraz możliwe konsekwencje dla regionu
Kryzys szybko wszedł na poziom twardej polityki międzynarodowej. Prezydent USA Donald Trump publicznie wezwał Irańczyków, by „kontynuowali protesty” i wzywał do przejmowania instytucji, zapowiadając jednocześnie, że ogranicza kontakty z irańskimi urzędnikami do czasu zakończenia przemocy. Wątek amerykańskiego zaangażowania wzmacniają doniesienia Axios o tym, że wysłannik Białego Domu Steve Witkoff miał odbyć tajne spotkanie z przebywającym na emigracji liderem irańskiej opozycji Rezą Pahlawim.
Europa, choć ostrożniejsza w retoryce, również zwiększa presję. AP informowała o wzywaniu irańskich ambasadorów do resortów spraw zagranicznych w kilku państwach i o planach kolejnych sankcji ze strony UE oraz Wielkiej Brytanii. W praktyce oznacza to ryzyko dalszego zaostrzenia izolacji gospodarczej Iranu – a tym samym rosnącą presję na społeczeństwo i biznes, przy jednoczesnym ograniczaniu kanałów finansowania aparatu represji.
Dla regionu kluczowe są dwa scenariusze. Pierwszy to „zamrożenie” protestów poprzez siłę – przy utrzymaniu kontroli nad informacją i selektywnym przywracaniu łączności, gdy będzie to korzystne gospodarczo. W takim wariancie rośnie prawdopodobieństwo procesów pokazowych i użycia zarzutów zagrożonych karą śmierci, co – jak wskazują instytucje międzynarodowe – wymagałoby niezależnego monitoringu i presji na dostęp do informacji.
Drugi scenariusz to dalsza eskalacja i umiędzynarodowienie kryzysu: wzrost sankcji, ostrzejsza retoryka USA, a także działania Iranu wymierzone w kanały omijania blokad (np. ściganie łączności satelitarnej). Reuters opisywał, że internet w Iranie mógł spaść do okolic 1% normalnej dostępności, co pokazuje skalę narzędzi używanych do kontroli społecznej.
Co to oznacza dla odbiorców w Europie, w tym w Polsce? Po pierwsze, potencjalne turbulencje w obszarze bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie mogą mieć wpływ na rynki energii i ubezpieczenia transportu w regionie (zwłaszcza jeśli napięcia przeniosą się na szlaki). Po drugie, rośnie ryzyko utrudnień konsularnych i podróżnych – ograniczenia lotów, problemy z łącznością i dostępem do usług. Po trzecie, dla firm oznacza to większą niepewność w rozliczeniach i zgodności sankcyjnej (compliance), jeżeli UE rozszerzy listy restrykcyjne lub ograniczenia sektorowe.
W samym Iranie kluczowe pozostaje pytanie o wiarygodny bilans ofiar. Dopóki utrzymuje się blackout i presja na personel medyczny oraz rodziny, dane będą pochodzić głównie z rozproszonych kanałów i szacunków. To tłumaczy, dlaczego w przestrzeni publicznej jednocześnie funkcjonują liczby od „setek” po „dziesiątki tysięcy” – i dlaczego dziś, mimo narastającego strumienia doniesień, wciąż brakuje jednego, niezależnie potwierdzonego obrazu sytuacji.

