Idea przestawiania zegarków dwa razy w roku, mająca historycznie uzasadnienie w oszczędnościach energetycznych, jest dziś uznawana przez ekspertów i polityków za anachroniczną i szkodliwą. W Polsce i w całej Unii Europejskiej narasta presja na całkowite zniesienie tego rytuału. Choć temat utknął w Brukseli w martwym punkcie, polski rząd planuje wykorzystać swoją prezydencję w Radzie UE w 2026 roku, by definitywnie zamknąć tę kwestię.
Choć Polacy od lat opowiadają się za utrzymaniem stałego czasu, jednostronne działanie Warszawy groziłoby karami finansowymi i chaosem w międzynarodowym transporcie. Klucz do zmiany leży w osiągnięciu unijnego konsensusu. Sprawdzamy, jakie konkretne koszty ponosimy co roku z powodu manipulacji czasem i jak realne są szanse na to, że najbliższe przestawienie zegarków będzie ostatnim.
Decyzja musi zapaść na poziomie europejskim, ale polityczna wola w Warszawie jest silna. W Sejmie procedowany jest już projekt ustawy, a Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiada, że Polska w 2026 roku podejmie próbę przełamania europejskiej „niemocy” w tej sprawie.
Zdrowotne koszty przesuwania wskazówek. Co mówią eksperci?
Zmiana czasu to znacznie więcej niż tylko przesunięcie wskazówek o godzinę. Dla ludzkiego organizmu jest to potężny wstrząs, który zaburza naturalny zegar biologiczny, znany jako rytm okołodobowy. Prof. Marta Jackowska z Uniwersytetu SWPS podkreśla, że gwałtowne przestawienie harmonogramu snu, posiłków i aktywności ma negatywny wpływ na szereg procesów życiowych, w tym na sen, trawienie i stabilność emocjonalną.
Konsekwencje zdrowotne są wymierne i często dramatyczne. Statystyki medyczne od lat wskazują na wzrost liczby zawałów serca oraz wypadków drogowych w pierwszych dniach po wiosennej zmianie czasu, kiedy tracimy godzinę snu. Organizm potrzebuje nawet kilku tygodni, aby w pełni dostosować się do nowego harmonogramu, co przekłada się na obniżenie koncentracji i wydajności.
Z kolei jesienna zmiana, choć dodaje godzinę snu, ma inne negatywne skutki. Główny Urząd Miar (GUM) zwraca uwagę, że krótsze popołudnia i wcześniejszy zmierzch zwiększają ryzyko wystąpienia fotodepresji, czyli sezonowych zaburzeń nastroju związanych z niedoborem światła słonecznego. W dłuższej perspektywie, zaburzony rytm dobowy może prowadzić do przewlekłych problemów ze snem i ogólnego spadku odporności.
Milionowe straty w gospodarce. Chaos w transporcie i bankach
Pierwotny cel zmiany czasu – oszczędność energii – dawno przestał być aktualny, zwłaszcza w dobie nowoczesnych technologii oświetleniowych i klimatyzacyjnych. Dziś eksperci są zgodni: zmiana czasu generuje gigantyczne i nieuzasadnione koszty dla firm, państwa i sektora publicznego. Najbardziej spektakularne straty odnotowuje sektor transportowy.
Najbardziej absurdalnym przykładem jest kolej. W noc przejścia na czas zimowy pociągi pasażerskie w całej Europie muszą przymusowo stać na najbliższej stacji przez 60 minut, aby dostosować się do rozkładu. Choć wydaje się to drobną niedogodnością, w skali kontynentu generuje to ogromne koszty operacyjne i opóźnienia. Podobnie linie lotnicze, banki i duże korporacje muszą wydawać krocie na modernizację i synchronizację systemów informatycznych, które muszą być przygotowane na zmianę czasu dwa razy w roku.
Problem dotyka również pracodawców. Pracownicy zatrudnieni na nocnej zmianie, która wypada w noc przejścia na czas zimowy, pracują faktycznie godzinę dłużej. Zgodnie z Kodeksem Pracy, pracodawca ma obowiązek wypłacić im dodatkowe wynagrodzenie za tę godzinę lub udzielić czasu wolnego, co komplikuje rozliczenia kadrowe. Do tego dochodzi spadek efektywności całego zespołu w pierwszych tygodniach po zmianie, co przekłada się na realne straty produkcyjne.
Polska naciska na Brukselę. Prezydencja UE kluczem do sukcesu
Politycy w Polsce wydają się zdeterminowani, by zakończyć ten cykliczny problem. W Sejmie złożono projekt ustawy autorstwa PSL-Trzeciej Drogi, który zakłada wprowadzenie w Polsce całorocznego czasu letniego. Wybór czasu letniego jako standardowego jest podyktowany chęcią zachowania dłuższego światła słonecznego po południu, co sprzyja aktywności i redukuje ryzyko fotodepresji.
Jednak, jako członek Unii Europejskiej, Polska nie może podjąć tej decyzji samodzielnie. Przepisy unijne wymagają koordynacji, aby uniknąć chaosu w transgranicznym handlu i transporcie. Mimo że w ogólnounijnej ankiecie aż 84% obywateli opowiedziało się za zniesieniem zmiany czasu, temat utknął na poziomie Rady Europejskiej, głównie z powodu braku zgody co do wyboru strefy czasowej (czas letni czy zimowy) jako stałej.
Minister rozwoju Krzysztof Paszyk zapowiedział, że Polska zamierza wykorzystać swoją prezydencję w Radzie UE w drugiej połowie 2026 roku, aby wznowić dyskusję i wymusić podjęcie ostatecznej decyzji. Polski rząd postrzega to jako strategiczny moment, by przerwać trwającą od lat niemoc decyzyjną i doprowadzić do ujednolicenia czasu w całej Wspólnocie.
Kiedy przestawimy zegarki po raz ostatni?
Mimo intensywnych działań politycznych i powszechnej zgody na zniesienie zmiany czasu, póki co obowiązują nas dotychczasowe terminy. Jeśli unijni decydenci nie dojdą do porozumienia w 2025 roku, najbliższa zmiana czasu nastąpi zgodnie z harmonogramem.
Najbliższe przestawienie zegarków odbędzie się w nocy z 28 na 29 marca 2026 roku. Wówczas o godzinie 2:00 przesuniemy wskazówki na 3:00, tracąc godzinę snu i przechodząc na czas letni.
Czy będzie to ostatnia taka noc? Wiele zależy od skuteczności polskiej dyplomacji w trakcie prezydencji UE. Jeśli uda się wypracować kompromis i doprowadzić do przyjęcia unijnej dyrektywy w 2025 roku, kraje członkowskie będą miały czas na wdrożenie nowych przepisów, co mogłoby oznaczać, że w 2027 roku zmiana czasu stanie się już tylko historycznym wspomnieniem. Czytelnicy powinni śledzić komunikaty Ministerstwa Rozwoju oraz decyzje Rady UE, ponieważ to tam zapadną kluczowe rozstrzygnięcia dotyczące naszych zegarków.

