W listopadzie 2025 roku prezydent Karol Nawrocki złożył w Sejmie projekt ustawy, który ma zmienić zasady waloryzacji emerytur. Celem jest wsparcie najmniej zamożnych seniorów poprzez gwarantowaną, stałą podwyżkę. Chociaż intencje wydają się szlachetne, eksperci ostrzegają przed poważnymi, długoterminowymi konsekwencjami. Analiza prawników Kancelarii Sejmu wskazuje, że mechanizm ten może być początkiem końca systemu opartego na pracy i składkach, prowadząc do niebezpiecznego spłaszczenia świadczeń.
Propozycja, znana jako „Godna emerytura”, zakłada wprowadzenie kwotowej waloryzacji w wysokości 150 zł brutto miesięcznie dla emerytur nieprzekraczających określonego pułapu (szacunkowo ok. 3300 zł brutto). To rozwiązanie ma zapewnić realny wzrost siły nabywczej najuboższym seniorom, niezależnie od inflacji i wskaźników wzrostu płac. Zmiana dotyczy milionów Polaków, ale zdaniem ekspertów, w dłuższej perspektywie może zdestabilizować fundamenty polskiego systemu ubezpieczeń społecznych.
Pytanie, które stawiają specjaliści, jest proste: czy państwo, dążąc do krótkoterminowej pomocy, nie zniechęci obywateli do płacenia wyższych składek i dłuższego pozostawania na rynku pracy? Konsekwencje tego scenariusza mogą być odczuwalne przez całe społeczeństwo, w tym przez młodych ludzi, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy.
Kwotowa waloryzacja. Kto zyska, a kto straci motywację?
Prezydencki projekt zakłada, że świadczenie w wysokości 150 zł brutto (co przekłada się na około 136,50 zł na rękę) trafi do szerokiej grupy seniorów z niższymi emeryturami. Symulacje pokazują, że osoby otrzymujące minimalne świadczenia (obecnie ok. 1878,91 zł brutto) odczują znaczącą poprawę. Jednak ten sam zysk kwotowy otrzymają również ci, których emerytura jest znacznie wyższa, np. 2300 zł brutto.
Różnica w odczuwalnym zysku staje się kluczowa. Dla emerytury minimalnej podwyżka 136,50 zł netto stanowi istotny procent całego świadczenia. Jednak dla osób, które odprowadzały wysokie składki przez 40 lat i mają emeryturę na poziomie 3000-3300 zł, ta stała kwota staje się mniej atrakcyjna w porównaniu do tradycyjnej waloryzacji procentowej, która premiuje wyższy kapitał zgromadzony w ZUS.
Analiza Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu (BOES) wskazuje, że powtarzanie waloryzacji kwotowej w kolejnych latach prowadzi do systematycznego zacierania różnic między świadczeniami. Osoby, które pracowały krócej i płaciły niższe składki, zyskują nieproporcjonalnie więcej w stosunku do włożonego wysiłku niż osoby z długim stażem pracy i wysokimi zarobkami. Jest to bezpośredni atak na fundamentalną zasadę systemu ubezpieczeń społecznych, która mówi, że wysokość emerytury powinna być ściśle powiązana z odprowadzanymi składkami.
Ryzyko „świadczenia obywatelskiego”. Koniec zasady proporcjonalności
Najpoważniejsze ostrzeżenie płynące z analizy BOES dotyczy ryzyka wprowadzenia tzw. „świadczenia obywatelskiego”. Choć projekt prezydencki nie używa tego terminu, mechanizm kwotowy prowadzi do tego, że państwo gwarantuje wszystkim obywatelom podobną, choć niską, podstawę egzystencji na starość, niezależnie od ich wkładu w system.
Eksperci podkreślają, że jeśli praca przestaje popłacać, spada motywacja do dłuższego pozostawania aktywnym zawodowo oraz do płacenia wyższych składek. Dlaczego pracownik miałby dążyć do wysokiego wynagrodzenia i odprowadzania wysokich składek, skoro na emeryturze jego świadczenie zostanie sztucznie spłaszczone do poziomu zbliżonego do osób płacących składki minimalne?
To zjawisko ma kluczowe znaczenie dla stabilności finansów publicznych. W starzejącym się społeczeństwie, gdzie brakuje rąk do pracy, zniechęcanie do długiej i wydajnej aktywności zawodowej jest prostą drogą do zapaści. Utrata zaufania do systemu ZUS i brak proporcjonalności między składką a wypłatą może prowadzić do masowego poszukiwania alternatywnych form oszczędzania lub, co gorsza, do ucieczki w szarą strefę.
Konsekwencje dla młodych i rynku pracy. Ucieczka w szarą strefę
Zmiana filozofii waloryzacji niesie ze sobą poważne zagrożenia dla młodych pokoleń. Jeśli sygnał z ZUS jest taki, że wysokie składki nie gwarantują proporcjonalnie wyższej emerytury, nowi pracownicy mogą zacząć optymalizować swoje obciążenia. Prawnicy wskazują na dwa główne scenariusze:
- Minimalizacja składek: Młodzi pracownicy, zwłaszcza samozatrudnieni, będą dążyć do płacenia składek na minimalnym możliwym poziomie, rezygnując z budowania kapitału na przyszłość w ramach systemu publicznego.
- Rozwój fikcyjnego samozatrudnienia: Wzrośnie liczba osób, które formalnie prowadzą działalność gospodarczą, aby unikać wyższych obciążeń etatowych, mając świadomość, że na starość i tak otrzymają „wyrównaną” emeryturę obywatelską.
Taka postawa, choć racjonalna z punktu widzenia jednostki minimalizującej ryzyko, jest katastrofalna dla ogólnej kondycji ZUS i budżetu państwa. Mniej składek oznacza mniejsze wpływy i większą presję na finansowanie bieżących emerytur z podatków, co ostatecznie uderzy w każdego podatnika.
Co to oznacza dla Twojej przyszłości emerytalnej?
Prezydencki projekt, choć mający na celu poprawę losu najbiedniejszych, stanowi sygnał ostrzegawczy dla wszystkich, którzy opierają swoje plany finansowe wyłącznie na systemie publicznym. Jeśli zasada proporcjonalności zostanie osłabiona, konieczne staje się przemyślenie strategii oszczędzania.
Kluczowe kroki, które należy podjąć w obliczu potencjalnych zmian:
- Nie licz wyłącznie na państwo: Jeżeli pracujesz długo i odprowadzasz wysokie składki, musisz mieć świadomość, że gwarantowana podwyżka kwotowa może nie zrekompensować inflacji i nie przełożyć się na satysfakcjonujący wzrost świadczenia.
- Zacznij oszczędzać prywatnie: Wzrost niepewności co do przyszłych emerytur publicznych oznacza, że IKE, IKZE oraz inne formy długoterminowego oszczędzania stają się koniecznością, a nie opcją.
- Monitoruj terminy: Choć projekt jest w fazie legislacyjnej, jego ewentualne wejście w życie (np. na początku 2026 roku, z uwzględnieniem waloryzacji) wymaga stałego śledzenia komunikatów rządowych i ZUS.
Projekt „Godna emerytura” jest dowodem na to, że system emerytalny w Polsce trzeszczy w szwach i wymaga interwencji. Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi: czy ratowanie najuboższych za pomocą mechanizmu kwotowego nie zrujnuje długoterminowej motywacji do pracy i płacenia składek, prowadząc do scenariusza, w którym wszyscy dostaniemy „tyle samo, czyli mało”.

