Zasada „mój dom to moja twierdza”, która przez lata stanowiła fundament poczucia prywatności wielu Polaków, wkrótce zostanie poddana poważnej weryfikacji. Resort rozwoju i technologii finalizuje prace nad przepisami, które mają radykalnie zwiększyć bezpieczeństwo w budynkach wielorodzinnych. Nowelizacja przepisów, której wejście w życie planowane jest na luty 2026 roku, wyposaży zarządców nieruchomości, spółdzielnie oraz wspólnoty mieszkaniowe w narzędzia pozwalające na skuteczną walkę z lokatorami ignorującymi zasady bezpieczeństwa wspólnego. Zmiany te są odpowiedzią na rosnącą liczbę incydentów związanych z wybuchami gazu, pożarami oraz zagrożeniami sanitarnymi wynikającymi z rażących zaniedbań w pojedynczych lokalach.
Nowe prawo ma położyć kres bezsilności sąsiadów i administratorów wobec osób, które odmawiają udostępnienia mieszkania do obowiązkowych kontroli technicznych. Według założeń projektu, bezpieczeństwo ogółu mieszkańców bloku ma stać wyżej niż absolutne prawo do nienaruszalności miru domowego w sytuacjach kryzysowych. Dla właścicieli mieszkań oznacza to konieczność większej dyscypliny, a dla osób uporczywie unikających kontaktu z administracją – ryzyko wysokich kar finansowych oraz interwencji służb mundurowych.
Koniec bezsilności zarządców wobec zagrożeń w blokach
Mieszkanie w bloku to z technicznego punktu widzenia system naczyń połączonych. Rozszczelniona instalacja gazowa w jednym lokalu lub niedrożny przewód kominowy stanowią bezpośrednie zagrożenie dla życia wszystkich osób przebywających w klatce schodowej. Do tej pory polskie prawo w dużej mierze wiązało ręce zarządcom. Administratorzy często miesiącami, a nawet latami, odbijali się od zamkniętych drzwi, nie mogąc wyegzekwować dostępu do kluczowych elementów infrastruktury budynku, takich jak piony wodno-kanalizacyjne czy instalacje gazowe.
Proponowana nowelizacja ustawy o ochronie praw lokatorów wprowadza jasny mechanizm: prawo własności nie może być wykorzystywane jako tarcza do sprowadzania niebezpieczeństwa na innych. Nowe przepisy precyzują, że właściciel lub najemca ma ustawowy obowiązek udostępnienia lokalu na żądanie zarządu wspólnoty lub spółdzielni w celu przeprowadzenia okresowych kontroli, usunięcia awarii lub zniwelowania zagrożenia. Zmiana ta ma przede wszystkim ułatwić życie zarządcom, którzy do tej pory musieli występować na długą i kosztowną drogę sądową, aby uzyskać nakaz wejścia do mieszkania „trudnego” lokatora.
Policja i straż pożarna przy wyważaniu drzwi
Najbardziej kontrowersyjnym, a zarazem kluczowym elementem nowych przepisów jest procedura siłowego wejścia do lokalu. Ustawodawca przewidział, że w sytuacjach nagłych, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie bezpośredniego zagrożenia życia, zdrowia lub mienia o znacznych rozmiarach, zarządca będzie mógł wejść do mieszkania nawet pod nieobecność właściciela lub przy jego wyraźnym sprzeciwie. Warunkiem koniecznym będzie jednak asysta funkcjonariuszy policji lub straży pożarnej. Obecność służb ma gwarantować, że naruszenie prywatności odbywa się w granicach prawa i jest podyktowane wyższą koniecznością.
Takie rozwiązanie ma być skutecznym orężem w walce z tzw. syllogomanią, czyli patologicznym zbieractwem. Lokale wypełnione po sufit odpadami stanowią ogromne zagrożenie pożarowe i epidemiologiczne. Nowe prawo pozwoli na szybką ścieżkę interwencyjną – jeśli opinia biegłego lub zgłoszenia sąsiadów potwierdzą zagrożenie sanitarne, służby będą mogły wejść do środka, by umożliwić uprzątnięcie lokalu lub naprawę uszkodzonych instalacji, które „zbieracz” mógł nieświadomie zniszczyć. To przełom dla tysięcy mieszkańców, którzy do tej pory żyli w sąsiedztwie „bomb biologicznych” bez realnej pomocy ze strony państwa.
Surowe kary finansowe za brak współpracy z kominiarzem i gazownikiem
Nowelizacja uderzy również w portfele osób, które po prostu lekceważą terminy corocznych przeglądów. Obecnie wielu Polaków ignoruje ogłoszenia o wizytach kominiarzy czy gazowników, wychodząc z założenia, że brak ich obecności w domu nie niesie za sobą konsekwencji. Od lutego 2026 roku takie podejście może okazać się bardzo kosztowne. Projekt wprowadza mechanizm dyscyplinujący, w którym uporczywe unikanie przeglądów będzie zgłaszane do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego (PINB).
Na podstawie wniosku zarządcy, inspektor nadzoru budowlanego będzie mógł nałożyć na właściciela lokalu administracyjną karę pieniężną. Widełki są szerokie i mają pozwolić na elastyczne reagowanie na przewinienia:
- Od 20 zł za drobne uchybienia terminowe,
- Do 5000 zł w przypadku recydywy lub całkowitego blokowania dostępu do instalacji gazowej, co uniemożliwia sprawdzenie bezpieczeństwa całego pionu.
Warto podkreślić, że kara ta może być nakładana wielokrotnie, aż do momentu, gdy właściciel dopełni obowiązku i wpuści uprawnione osoby do mieszkania.
Jak przygotować się do nadchodzących zmian?
Dla większości zdyscyplinowanych mieszkańców nowe przepisy nie będą oznaczały rewolucji w codziennym życiu, a raczej zwiększenie poczucia bezpieczeństwa. Eksperci radzą jednak, aby już teraz zwrócić uwagę na komunikację ze swoją spółdzielnią lub wspólnotą. Kluczowe jest aktualizowanie danych kontaktowych oraz reagowanie na zawiadomienia o planowanych pracach konserwatorskich. W przypadku planowanej dłuższej nieobecności, warto pozostawić klucze zaufanej osobie lub poinformować zarządcę o terminie, w którym lokal będzie dostępny.
Najważniejsze obowiązki właściciela mieszkania od 2026 roku:
- Udostępnienie lokalu: Raz w roku na przegląd gazowy i kominiarski oraz każdorazowo w celu usunięcia awarii części wspólnych.
- Dbałość o stan instalacji: Właściciel odpowiada za przewody wewnątrz mieszkania; ich zły stan może być podstawą do interwencji PINB.
- Reagowanie na wezwania: Ignorowanie oficjalnych pism od zarządcy będzie traktowane jako podstawa do nałożenia grzywny.
Podsumowując, nadchodzące zmiany w prawie mieszkaniowym to jasny sygnał, że era całkowitej bezkarności osób zagrażających bezpieczeństwu sąsiadów dobiega końca. Choć nowe uprawnienia spółdzielni mogą budzić obawy o nadużycia, ustawodawca zapewnia, że obecność policji przy interwencjach oraz konieczność dokumentowania zagrożeń mają chronić obywateli przed bezzasadnym naruszaniem ich prywatności.

