Prokuratura Krajowa odmówiła wydania listu żelaznego Henrykowi Kani, znanemu jako „król wędlin”, który od lat przebywa w Argentynie, unikając odpowiedzialności za zarzuty dotyczące wyłudzeń VAT i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Biznesmen, założyciel upadłych Zakładów Mięsnych Henryk Kania, sam zabiegał o powrót do kraju, argumentując to chęcią udziału w postępowaniach jako świadek i oskarżyciel posiłkowy. Decyzja śledczych oznacza, że długotrwała procedura ekstradycyjna, która od niemal pięciu lat pozostaje w impasie, będzie kontynuowana, a perspektywa szybkiego powrotu Kani do Polski w celu wyjaśnienia zarzutów oddala się.
Sprawa Henryka Kani to jedna z głośniejszych historii upadku polskiego potentata branży spożywczej, której kulisy od lat budzą ogromne zainteresowanie. Odmowa listu żelaznego stanowi kluczowy zwrot w wieloletnim śledztwie, mającym na celu rozliczenie zarzucanych przestępstw, które doprowadziły do strat Skarbu Państwa sięgających blisko 80 milionów złotych.
Upadek imperium i zarzuty prokuratury
Zakłady Mięsne Henryk Kania, założone w 1990 roku w Pszczynie, były symbolem dynamicznego rozwoju polskiego biznesu po transformacji ustrojowej. Z małej, rodzinnej firmy, przedsiębiorstwo urosło do rangi jednego z największych graczy na rynku przetwórstwa mięsnego w Polsce, notując w 2018 roku przychody przekraczające 1,3 mld zł. Spółka zadebiutowała na NewConnect w 2009 roku, a trzy lata później przeniosła się na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, co potwierdzało jej ugruntowaną pozycję.
Jednak, jak twierdzi Śląski Wydział Prokuratury Krajowej, za fasadą giełdowego sukcesu krył się mechanizm przestępczy. Śledztwo ujawniło proceder, który doprowadził do gwałtownego upadku firmy w czerwcu 2019 roku. Henrykowi Kani zarzucano m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzenia podatku VAT na dużą skalę, pranie pieniędzy oraz oszustwa. Kluczowym elementem miała być tzw. karuzela VAT, polegająca na tworzeniu pozornych transakcji handlowych, głównie tłuszczem i elementami skór, w celu uzyskania nienależnych zwrotów podatku. Straty Skarbu Państwa z tego tytułu szacowane są na blisko 80 milionów złotych, co czyni tę sprawę jedną z największych tego typu w Polsce.
Długi pościg: Od Polski po Argentynę
Latem 2019 roku, gdy organy ścigania finalizowały materiał dowodowy, Henryk Kania opuścił Polskę, unikając aresztowań, które objęły m.in. członków zarządu jego firmy. Ten ruch zapoczątkował międzynarodowe poszukiwania. Początkowo wydano za nim list gończy, który szybko został przekształcony w Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Kiedy okazało się, że biznesmen przebywa poza Unią Europejską, wystawiono za nim czerwoną notę Interpolu, oznaczającą konieczność zlokalizowania i tymczasowego aresztowania osoby na całym świecie.
Po długim pościgu, przedsiębiorca został namierzony i zatrzymany w grudniu 2020 roku w prowincji Buenos Aires w Argentynie. Początkowo objęto go aresztem domowym, a strona polska rozpoczęła skomplikowaną procedurę ekstradycyjną. Mimo wydania początkowej decyzji o ekstradycji, obrona Henryka Kani złożyła odwołanie, które przez niemal pięć lat nie zostało rozpatrzone przez argentyński Sąd Najwyższy. Jak informowała w październiku 2024 roku prokurator Anna Adamiak, rzecznik prokuratora generalnego, nadal oczekiwano na decyzję Sądu Najwyższego Argentyny. Eksperci zwracali uwagę, że obrońca mógł powołać się na przepisy lub precedensy, które mogłyby zablokować wydanie zgody na ekstradycję, co dodatkowo komplikowało sprawę.
List żelazny – co to jest i dlaczego Kania go chciał?
W obliczu przedłużającej się procedury ekstradycyjnej, Henryk Kania podjął nietypowy krok, składając wniosek o wydanie listu żelaznego. Jest to instytucja uregulowana w art. 281 Kodeksu postępowania karnego, stanowiąca formę umowy między oskarżonym a wymiarem sprawiedliwości. Sąd może wydać oskarżonemu przebywającemu za granicą specjalne zezwolenie na powrót do kraju, gwarantując, że pozostanie on na wolności aż do prawomocnego zakończenia procesu.
Dla oskarżonego uzyskanie listu żelaznego to znacząca korzyść, ponieważ pozwala uniknąć procedury ekstradycyjnej, często wiążącej się z wielomiesięcznym aresztem tymczasowym. Umożliwia to przygotowanie obrony w znacznie bardziej komfortowych warunkach. Należy jednak podkreślić, że list żelazny nie jest równoznaczny z uniewinnieniem ani złagodzeniem zarzutów. Jest to wyłącznie gwarancja procesowa, obwarowana surowymi warunkami, takimi jak:
- Obowiązek stawiania się na każde wezwanie sądu i prokuratury.
- Informowanie o każdej zmianie miejsca pobytu.
- Zakaz opuszczania kraju bez zgody sądu.
- Powstrzymanie się od jakichkolwiek prób utrudniania postępowania (np. kontaktu ze świadkami).
Sąd może również uzależnić wydanie listu od wpłacenia wysokiego poręczenia majątkowego. Złamanie któregokolwiek z tych warunków skutkuje natychmiastowym uchyleniem listu i zastosowaniem aresztu. Henryk Kania argumentował swój wniosek, twierdząc, że chce uczestniczyć jako świadek i oskarżyciel posiłkowy w sprawach, których rozstrzygnięcie rzuciłoby nowe światło na przyczyny upadku jego firmy.
Prokuratura mówi „nie”: Konsekwencje decyzji
Mimo argumentacji biznesmena, Prokuratura Krajowa nie przychyliła się do jego prośby o wydanie listu żelaznego. Ta decyzja spotkała się z dużym niezadowoleniem ze strony Henryka Kani, który w rozmowie z „Wiadomościami Handlowymi” wyraził swoje rozgoryczenie. „Nie zgadzając się na mój przyjazd, katowicka prokuratura de facto uniemożliwia doprowadzenie do końca wszystkich postępowań w sprawie naszej rodzinnej firmy”, powiedział Kania, dodając, że jego rodzina „jest pokrzywdzona przez niezrozumiałe działania wymiaru sprawiedliwości”.
Odmowa prokuratury ma bezpośrednie i znaczące konsekwencje dla dalszego przebiegu sprawy. Oznacza to, że Henryk Kania nadal pozostaje poza jurysdykcją polskiego wymiaru sprawiedliwości, a jego powrót do kraju jest uzależniony od zakończenia procedury ekstradycyjnej w Argentynie. Ta, jak pokazały ostatnie lata, jest procesem niezwykle długotrwałym i skomplikowanym, a jej wynik wciąż pozostaje niepewny. Brak listu żelaznego oznacza również, że Kania, w przypadku powrotu, musiałby liczyć się z aresztowaniem i osadzeniem w areszcie tymczasowym, co znacznie utrudniłoby mu przygotowanie obrony i udział w postępowaniach sądowych w charakterze innym niż oskarżony. Decyzja prokuratury podkreśla determinację polskiego wymiaru sprawiedliwości w dążeniu do rozliczenia zarzucanych przestępstw w ramach pełnej procedury prawnej, bez ustępstw.