Ministerstwo Finansów brutalnie szczere: zapowiedzi podwyższenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, które elektryzowały Polaków, dziś nie mają racji bytu. Najnowszy komunikat z resortu, przedstawiony przez wiceministra Jarosława Nenemana, rozwiewa wszelkie wątpliwości – na rewolucję podatkową w 2025 roku po prostu nie ma miejsca. Deficyt budżetowy i galopujące wydatki państwa stawiają rząd pod ścianą, zmuszając do rezygnacji z kosztownych obietnic wyborczych. Co to oznacza dla milionów podatników i jak wpłynie na nasze portfele?
Te wiadomości to prawdziwy cios dla tych, którzy z nadzieją patrzyli na możliwość realnego odciążenia fiskalnego. Wiceminister Neneman jasno wskazał, że choć polityczne deklaracje były składane, obecne realia gospodarcze uniemożliwiają ich realizację. Priorytetem stało się łatanie gigantycznej dziury w budżecie, a nie dalsze jego obciążanie. To twarda prawda, która zmienia perspektywę finansową Polaków na najbliższe lata.
Koniec marzeń o rewolucji podatkowej: Ministerstwo Finansów stawia sprawę jasno
Wielokrotnie obiecywane podniesienie kwoty wolnej od podatku do astronomicznych 60 tys. zł od 2026 roku to dziś pieśń przyszłości, a wręcz fikcja – tak wynika z twardych danych Ministerstwa Finansów. Wiceminister Jarosław Neneman wprost stwierdził, że koszt takiej operacji wyniósłby państwo niemal 56 miliardów złotych. To gigantyczne obciążenie, którego polski budżet, zmagający się z rekordowym deficytem, po prostu nie jest w stanie udźwignąć. Po ośmiu miesiącach bieżącego roku deficyt przekroczył już 172 miliardy złotych, co jest alarmującym sygnałem dla stabilności finansów publicznych.
Neneman nie owija w bawełnę, podkreślając, że obietnice kampanijne składano w „zupełnie innych realiach gospodarczych”. Dziś priorytetem rządu nie jest ulga podatkowa, lecz utrzymanie płynności finansowej państwa i walka z rosnącymi wydatkami. Oznacza to, że marzenia o spektakularnym wzroście kwoty wolnej i znaczących obniżkach podatków muszą zostać odłożone na półkę. Zamiast tego, podatnicy powinni przygotować się na okres stabilizacji, a być może nawet na „drobne ruchy uszczelniające”, które mają poprawić ściągalność podatków.
Dlaczego budżet nie wytrzymuje? Liczby mówią same za siebie
Sytuacja finansowa państwa jest napięta, a liczby nie pozostawiają złudzeń. Wydatki państwa w 2025 roku mają sięgnąć ponad 921 miliardów złotych, co stanowi ogromne wyzwanie dla każdego rządu. Choć wpływy podatkowe rosną – zwłaszcza z akcyzy, CIT oraz podatku bankowego – to wciąż za mało, by zbilansować tak dynamicznie rosnące obciążenia. Co więcej, dane resortu finansów pokazują, że dochody z PIT są obecnie ujemne. Wynika to z przesunięcia części wpływów do samorządów, co dodatkowo obciąża centralny budżet.
Wiceminister Neneman odniósł się również do populistycznych, jego zdaniem, zapowiedzi prezydenta Karola Nawrockiego o potrzebie „obniżenia podatków o jedną trzecią”. Tak drastyczne cięcia, jak wylicza resort, byłyby możliwe jedynie kosztem dwóch największych obszarów wydatkowych: armia i świadczenia socjalne. Tego typu posunięcia są politycznie samobójcze i, co najważniejsze, nikt w rządzącej koalicji oficjalnie ich nie zapowiada. To jasno pokazuje, że przestrzeń do manewru w polityce fiskalnej jest niezwykle ograniczona, a większość „łatwych” rozwiązań to jedynie iluzja.
Co to oznacza dla Polaków? Drobne zmiany zamiast wielkich obniżek
W praktyce, dla przeciętnego Polaka oznacza to jedno: na razie nie ma co liczyć na znaczące obniżki podatków czy spektakularny wzrost kwoty wolnej. Rząd, zamiast rewolucji, skupia się na „drobnych ruchach uszczelniających”. Ich celem jest poprawa ściągalności podatków i zwiększenie poczucia sprawiedliwości społecznej, co może przełożyć się na bardziej rygorystyczne podejście do unikania opodatkowania. Neneman jasno daje do zrozumienia, że choć te działania mają usprawnić system, nie przyniosą ulgi w skali, jakiej oczekiwali wyborcy.
Marzenia o luźniejszym portfelu zderzają się z brutalną rzeczywistością. Rząd stoi przed trudnym wyborem: albo dalsze zadłużanie kraju, które w dłuższej perspektywie może destabilizować gospodarkę, albo podjęcie niepopularnych decyzji o cięciach wydatków. Te cięcia, jeśli nastąpią, dotkną obszarów najbardziej wrażliwych dla społeczeństwa. To wyzwanie, które będzie kształtować polską politykę fiskalną w 2025 roku i kolejnych latach, a podatnicy muszą przygotować się na to, że ich obciążenia fiskalne pozostaną na obecnym poziomie, a może nawet nieznacznie wzrosną w wyniku uszczelniania systemu.
