Styczeń 2026 roku nie przyniósł upragnionej stabilizacji, a wręcz przeciwnie – zaserwował polskim konsumentom i przedsiębiorcom chaotyczny koktajl cenowy. Odwiedzając ulubioną kawiarnię, salon kosmetyczny czy kupując ciastka w sklepie, Polacy przeżywają niemały szok. Rachunki rosną, a powód jest jeden: cicha rewolucja w matrycach stawek VAT i bezwzględne egzekwowanie nowych interpretacji podatkowych przez Krajową Administrację Skarbową (KAS).
To nie jest tradycyjna inflacja. To efekt strachu przedsiębiorców przed drakońskimi karami za błędne naliczenie VAT, które są w 2026 roku automatycznie wychwytywane przez systemy JPK. Zamiast ryzykować, firmy masowo stosują zasadę: w razie wątpliwości – stosujemy stawkę 23%. Ten koszt jest przerzucany bezpośrednio na klienta, zmieniając cenę ulubionej kawy, manicure’u czy obiadu o kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt złotych.
Polski system podatkowy, który od lat lubi komplikować proste sprawy, osiągnął nowy poziom absurdu. Urzędnicy wzięli pod lupę szczegóły – od rodzaju mleka w kawie, przez zawartość owoców morza w pizzy, aż po użycie konkretnych preparatów u kosmetyczki. Diabeł tkwi w kodach CN, a płaci za niego konsument.
Branża Beauty: 8% VAT zamieniło się w koszmar interpretacyjny
Obniżenie VAT-u dla branży beauty do 8% było sztandarową obietnicą, która miała zrównać kosmetyczki z fryzjerami i przynieść ulgę portfelom klientek. Przez krótki czas było spokojnie, ale rok 2025 i początek 2026 przyniosły lawinę Wiążących Informacji Stawkowych (WIS), które zmroziły sektor. Okazuje się, że to, co dla klientki jest „usługą upiększającą”, dla fiskusa może być czymś zupełnie innym.
Nie wszystko jest kosmetyką: Kluczowe rozróżnienie dotyczy celu usługi. O ile manicure klasyczny może być objęty 8%, o tyle już skomplikowane zabiegi z użyciem specjalistycznych preparatów (np. niektóre formy przedłużania paznokci czy zaawansowane zabiegi na twarz) są przez KAS klasyfikowane jako usługi doradcze lub lecznicze – a to często oznacza powrót do pełnej stawki 23%. Przedsiębiorcy, bojąc się kontroli, masowo aktualizują swoje cenniki.
Największy problem pojawia się przy sprzedaży pakietowej. Jeśli klientka kupuje usługę (8%) i krem (23%) w jednej cenie, salon naraża się na zarzut zaniżania VAT. Dlatego salony zmuszone są do rozbijania pakietów na osobne pozycje, często z doliczeniem wyższej stawki bezpieczeństwa. Klientka, która wcześniej płaciła 200 zł za kompleksową usługę z produktem, teraz na paragonie widzi dwie pozycje, a finalny rachunek sięga 240 zł. To 20% wzrost, który nie wynika z chciwości, ale z konieczności prawnej.
Gastronomiczne pole minowe: Kawa z mlekiem owsianym droższa o 5 złotych
Jeśli myśleliśmy, że „test hot-doga” był szczytem absurdu podatkowego, myliliśmy się. W styczniu 2026 roku powrócił „Test Ośmiorniczki” oraz, co bardziej powszechne, „Test Mleka”. Chodzi o różnicowanie stawek VAT w gastronomii na podstawie składników uznanych za luksusowe lub będące zamiennikami.
Większość napojów mlecznych korzysta z preferencyjnej stawki VAT. Jednak kawa z mlekiem owsianym, sojowym czy migdałowym jest często traktowana jako „napój inny”, który nie spełnia definicji napoju mlecznego w rozumieniu przepisów. Efekt jest natychmiastowy: w popularnych sieciach kawiarnianych i mniejszych lokalach pojawiły się dopłaty do mleka roślinnego w wysokości 4 do nawet 5 złotych. Jest to kwota, która ma pokryć nie tylko wyższy koszt surowca, ale przede wszystkim podatkową różnicę 23% zamiast niższej stawki.
Podobny chaos panuje przy daniach gotowych. Pizza z mięsem ma niższy VAT (8% jako usługa gastronomiczna), ale jeśli restaurator doda do niej krewetki czy inne owoce morza, może wpaść w pułapkę towarów luksusowych. Wiele restauracji, zmęczonych ciągłą walką o interpretacje każdego składnika w menu, po prostu podnosi ceny wszystkich dań do poziomu gwarantującego pokrycie ryzyka najwyższej stawki. Płacimy za to, by właściciel restauracji spał spokojnie.
Kody CN i „Podatek od Wiedzy”: Dlaczego ulubione ciastka drożeją z dnia na dzień
Kluczem do zrozumienia ukrytej drożyzny w 2026 roku jest Nomenklatura Scalona (CN), system kodów, który decyduje o stawce VAT na towary. System ten miał uprościć, ale w praktyce uczynił stawkę podatku zależną od składu produktu w stopniu mikroskopijnym.
Wyobraźmy sobie producenta wafelków, który nieznacznie zmienił recepturę, dodając więcej czekolady lub masy tłuszczowej. Taki produkt może przeskoczyć z kodu CN dla „pieczywa cukierniczego” (niższy VAT) do kodu dla „wyrobów czekoladowych” (wyższy VAT). Sklep dowiaduje się o tym przy dostawie, a konsument przy kasie. W styczniu 2026 roku wiele firm przeprowadziło czyszczenie i aktualizację baz towarowych, co skutkuje skokami cen rzędu 15-20% na produktach, które do tej pory były tanie. To efekt systemowego przesuwania towarów między stawkami.
Cyfrowe usługi pod lupą: Zmiany dotknęły również to, za co płacimy w internecie. Kursy online, e-booki, czy webinary. Tutaj fiskus walczy o rozróżnienie: czy jest to usługa elektroniczna (automatyzowana, 23% VAT), czy usługa edukacyjna (z udziałem człowieka, często zwolniona z VAT). Twórcy internetowi, aby uniknąć ryzyka, masowo podnoszą ceny. Jeśli kupujesz kurs „do samodzielnej nauki”, zapłacisz pełne 23% VAT. Płacisz za to Ty – konsument szukający wiedzy, który musi zmierzyć się z nowym „podatkiem od wiedzy”.
Pułapka paragonu z NIP-em: Strata 23% dla przedsiębiorców
Wraz z zaostrzeniem egzekwowania stawek VAT, w 2026 roku zaostrzono też zasady wystawiania faktur do paragonów. Ta kwestia dotyczy milionów przedsiębiorców tankujących paliwo, kupujących materiały budowlane czy biurowe, którzy proszą o paragon z NIP-em.
Jeśli system kasowy w sklepie czy na stacji źle przypisze stawkę VAT do konkretnego towaru (np. 8% zamiast 23% na płyn do spryskiwaczy lub śrubki), to Ty jako przedsiębiorca masz problem. Księgowi w styczniu 2026 roku masowo odrzucają „fakturki ze stacji”, jeśli widzą na nich podejrzane, błędne stawki VAT. Powód jest prosty: zaksięgowanie błędnej faktury naraża firmę na kontrolę i konieczność zapłaty różnicy z odsetkami.
Konsekwencja jest bolesna: nie możesz odliczyć VAT-u, co oznacza, że realny koszt zakupu wzrasta o 23%. To ukryty, ale bardzo realny koszt chaosu prawnego, który w skali miesiąca może generować straty rzędu tysięcy złotych dla małych i średnich firm.
Co to oznacza dla Ciebie? Czytaj, sprawdzaj, pytaj
Jako konsument nie jesteś całkowicie bezbronny. Świadomość nowych regulacji to pieniądz. W 2026 roku musisz stać się bardziej czujnym audytorem własnych wydatków. Oto praktyczne kroki, które powinieneś podjąć:
- Weryfikuj paragony w usługach: Jeśli u kosmetyczki czy fryzjera nagle widzisz stawkę 23% na „usługę ogólną”, a miesiąc temu było 8%, zapytaj o powód. Może to być błąd kasjera, który wybrał zły kod. Masz prawo do korekty i zwrotu różnicy.
- Uważaj na „pakiety” u kosmetyczki: Unikaj kupowania skomplikowanych pakietów (usługa + krem + konsultacja) na jednym paragonie. Poproś o rozbicie transakcji. Suma osobnych pozycji może okazać się niższa, ponieważ unikniesz narzutu „bezpiecznego VAT-u” na całość pakietu.
- Gastronomia na wynos vs. na miejscu: Sprawdź, czy Twoja ulubiona restauracja nie ma innej ceny w dostawie (wyższy VAT na transport) niż w lokalu. Czasem odbiór osobisty to oszczędność rzędu 10-15%.
- Nie obwiniaj obsługi: Pamiętaj, że osoba za ladą nie ustala podatków. Kiedy widzisz, że cena wzrosła o dziwną kwotę (np. 12,34 zł), to zazwyczaj wynik przeliczenia nowej stawki VAT brutto. To algorytm w kasie fiskalnej decyduje o Twoim portfelu.
Rok 2026 miał być rokiem stabilizacji, a stał się rokiem „korekty matrycy”. System podatkowy, zamiast stawać się przezroczysty, obudował się kolejną warstwą interpretacji. Płacimy za to wszyscy – w cenie strzyżenia, kawy i zakupu podstawowych artykułów spożywczych. Warto o tym pamiętać, analizując podsumowanie konta po weekendowych zakupach.

