Sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie osiągnęła punkt krytyczny, stawiając społeczność międzynarodową w obliczu największego zagrożenia militarnego od dekad. W lutym 2026 roku oczy całego świata zwrócone są na Waszyngton i Teheran, gdzie ważą się losy pokoju w regionie. Prezydent USA Donald Trump, podczas briefingu na pokładzie Air Force One, postawił irańskim władzom twarde ultimatum, dając sobie maksymalnie 10 do 15 dni na podjęcie ostatecznej decyzji o charakterze dalszych działań. Deklaracja ta zbiega się w czasie z dramatycznym apelem polskiego premiera Donalda Tuska, który wezwał obywateli RP do natychmiastowego opuszczenia terytorium Iranu.
Obecna mobilizacja sił zbrojnych USA na Bliskim Wschodzie jest największą operacją tego typu od czasu inwazji na Irak w 2003 roku. Skala zaangażowania militarnego oraz krótki termin wyznaczony przez Biały Dom sugerują, że dyplomacja znajduje się w fazie ostatniej szansy. Dla Polaków przebywających w regionie, jak i dla globalnej gospodarki, nadchodzące dwa tygodnie będą okresem najwyższej niepewności, który może przynieść fundamentalne zmiany w układzie sił na świecie oraz gwałtowne reakcje na rynkach surowców energetycznych.
Ultimatum z pokładu Air Force One. Trump wyznacza termin
Donald Trump nie pozostawił złudzeń co do intencji swojej administracji. Podczas rozmowy z dziennikarzami prezydent USA podkreślił, że czas na bezowocne negocjacje dobiegł końca. Wyznaczony termin 10–15 dni ma być okresem, w którym Teheran musi zdecydować: albo podpisanie nowego, restrykcyjnego porozumienia nuklearnego, albo konfrontacja z „inną ścieżką”, co w języku dyplomacji oznacza operację militarną. Głównym żądaniem Waszyngtonu jest całkowite zaprzestanie wzbogacania uranu przez Iran oraz radykalne ograniczenie programu rozwoju rakiet balistycznych, które zdaniem USA destabilizują cały region.
Anna Kelly, rzeczniczka biura prasowego Białego Domu, potwierdziła w oficjalnym komunikacie, że brak porozumienia w wyznaczonym oknie czasowym będzie dla irańskiego reżimu „bardzo traumatyczny”. Eksperci ds. bezpieczeństwa interpretują te słowa jako zapowiedź precyzyjnych uderzeń w infrastrukturę krytyczną i centra dowodzenia. USA domagają się nie tylko ustępstw nuklearnych, ale także zaprzestania wspierania organizacji paramilitarnych w regionie, co jest warunkiem koniecznym do uniknięcia eskalacji, którą Trump określił mianem „złych rzeczy”.
Największa armada od dwóch dekad. Siły USA w gotowości
Za twardą retoryką prezydenta idą konkretne fakty militarne. Pentagon rozmieścił w rejonie Bliskiego Wschodu potężne siły uderzeniowe, które mają stanowić argument w negocjacjach lub narzędzie bezpośredniego ataku. Obecnie w regionie operują dwie grupy lotniskowcowe: USS Abraham Lincoln oraz najnowocześniejszy w amerykańskiej flocie USS Gerald Ford, który ma osiągnąć pełną gotowość operacyjną na Morzu Śródziemnym w ciągu najbliższych dni. To bezprecedensowa koncentracja siły ognia, wspierana przez co najmniej 12 okrętów wojennych, w tym osiem niszczycieli i jednostki klasy LCS stacjonujące w Zatoce Perskiej.
Kluczowym elementem amerykańskiej strategii jest również rozbudowana obrona przeciwrakietowa. W strategicznych punktach regionu rozmieszczono systemy Patriot oraz THAAD (Terminal High Altitude Area Defense), których zadaniem jest przechwytywanie ewentualnych irańskich pocisków balistycznych. Pentagon opracował już kilka wariantów operacyjnych – od punktowych ataków na zakłady wzbogacania uranu, po szeroko zakrojoną kampanię wymierzoną w strukturę dowodzenia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Gotowość bojowa ma zostać osiągnięta „nawet w najbliższą sobotę”, co podkreśla determinację amerykańskich dowódców.
„Nie marnować dnia ani godziny”. Dramatyczny apel Donalda Tuska
W obliczu narastającego zagrożenia, polski rząd podjął zdecydowane kroki w celu ochrony swoich obywateli. Premier Donald Tusk, podczas wystąpienia na poligonie w Zielonce 19 lutego 2026 roku, skierował do Polaków przebywających w Iranie jasny komunikat: należy natychmiast opuścić ten kraj. Szef rządu zaznaczył, że sytuacja jest monitorowana przez polskie służby dyplomatyczne i wywiadowcze, a wnioski płynące z tych analiz są jednoznaczne – ryzyko wybuchu „gorącego konfliktu” jest realne jak nigdy dotąd.
Premier ostrzegł, że okno na bezpieczną, cywilną ewakuację może zamknąć się w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu godzin. W przypadku rozpoczęcia działań wojennych, ruch lotniczy w całym regionie zostanie sparaliżowany, co uniemożliwi zorganizowanie sprawnego powrotu do kraju. „Nie chcę nikogo straszyć, ale moim obowiązkiem jest uczciwa ocena sytuacji” – mówił Tusk, apelując do rodaków, by nie marnowali ani godziny. Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) wydało najwyższy stopień ostrzeżenia przed podróżami w ten rejon, przypominając o ograniczonych możliwościach udzielenia pomocy konsularnej w warunkach wojennych.
Konsekwencje dla Polaków i gospodarki. Co warto wiedzieć?
Eskalacja konfliktu na linii Waszyngton-Teheran nie pozostanie bez wpływu na codzienne życie w Polsce, nawet jeśli działania wojenne będą ograniczone terytorialnie do Bliskiego Wschodu. Dla przeciętnego obywatela najbardziej odczuwalnym skutkiem może być gwałtowny wzrost cen paliw na stacjach. Iran kontroluje strategiczną cieśninę Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowej ropy naftowej. Każda próba jej zablokowania lub incydent zbrojny w tym rejonie przełoży się na natychmiastową reakcję giełd paliwowych.
Oto kluczowe aspekty, na które powinni zwrócić uwagę Polacy w najbliższych dniach:
- Plany wyjazdowe: Zaleca się natychmiastowe odwołanie wszelkich podróży do Iranu, Iraku oraz krajów sąsiadujących bezpośrednio ze strefą potencjalnego konfliktu.
- Stabilność finansowa: Należy liczyć się ze zwiększoną zmiennością na rynkach finansowych, co może wpłynąć na kursy walut oraz wyceny funduszy inwestycyjnych.
- Bezpieczeństwo energetyczne: Choć Polska posiada zapasy ropy, globalny wzrost cen surowców może wpłynąć na koszty transportu i ceny towarów w sklepach.
- Oficjalne komunikaty: Kluczowe jest śledzenie komunikatów MSZ oraz serwisu „Polak za granicą”, gdzie publikowane są aktualne wytyczne bezpieczeństwa.
Termin 15 dni wyznaczony przez Donalda Trumpa upływa w pierwszej dekadzie marca 2026 roku. To właśnie wtedy dowiemy się, czy dyplomacja zdołała powstrzymać najgroźniejszy kryzys ostatnich lat, czy też świat wkroczy w nową fazę destabilizacji. Eksperci zalecają zachowanie spokoju, ale jednocześnie przygotowanie się na scenariusz zwiększonej niepewności ekonomicznej w nadchodzących tygodniach.

