Wszyscy mieliśmy nadzieję, że czasy szalejącej drożyzny mamy już za sobą. Niestety, rok 2026 wita konsumentów serią zmian, które w sposób cichy, ale niezwykle bolesny, uderzają w nasze portfele przy kasie. Jeśli myślisz, że „paragony grozy” to domena wakacyjnych kurortów, wizyta w osiedlowym dyskoncie po Nowym Roku może być dla Ciebie zimnym prysznicem.
Kluczowym impulsem do nowej fali podwyżek jest powrót do „podatkowej normalności”. Przez długi czas konsumenci byli chronieni tarczami antyinflacyjnymi, w tym zerową stawką VAT na podstawowe produkty żywnościowe. Ten „podatkowy środek przeciwbólowy” maskował rzeczywisty wzrost kosztów produkcji. Jednak ochrona ta została zwinięta, a przywrócenie standardowej stawki 5% VAT na chleb, nabiał i mięso to koszt, który sklepy przerzucają w całości na klienta końcowego.
Co gorsza, eksperci ostrzegają przed tzw. efektem psychologicznym. Sklepy, wykorzystując zamieszanie związane ze zmianą stawek, często „zaokrąglają” ceny w górę znacznie bardziej, niż wynikałoby to z samej matematyki podatkowej. To zjawisko, znane jako inflacja zysków (greedflation), w 2026 roku ma się doskonale, drenując nasze portfele w bezlitosny sposób.
Dlaczego chleb kosztuje majątek? Powrót VAT i drogie piece
Symbolem drożyzny w Polsce zawsze była cena chleba. W 2026 roku piekarze stają przed wyzwaniem nie do pozazdroszczenia. Na cenę bochenka wpływa nie tylko powrót 5% VAT, ale przede wszystkim dwa czynniki, które w tym roku wystrzeliły w górę: energia i koszty pracy.
Piekarnia to zakład energochłonny. Piece muszą pracować na okrągło. Uwolnienie cen energii i gazu dla małych i średnich przedsiębiorstw sprawia, że rachunki piekarni wzrosły drastycznie. Do tego dochodzi rekordowa podwyżka płacy minimalnej. Piekarz, kierowca dostarczający pieczywo, ekspedientka – wszyscy zarabiają więcej. Te koszty muszą znaleźć odzwierciedlenie w cenie końcowej.
Dlatego widok zwykłego chleba baltonowskiego w cenie zbliżonej do 8-9 złotych, a lepszego gatunkowo chleba żytniego przekraczającego barierę 12-14 złotych, staje się nową normalnością. Kanapka do szkoły dla dziecka, która jeszcze kilka lat temu była symbolem prostej codzienności, staje się dziś towarem luksusowym, co realnie obciąża budżety rodzinne.
Mięso, nabiał i chemia: Dwucyfrowe podwyżki i Zielony Ład
Podobny scenariusz dotyczy sektora mięsnego i mleczarskiego. Tutaj dodatkowym czynnikiem są unijne regulacje środowiskowe wynikające z Zielonego Ładu, które nakładają na hodowców coraz bardziej rygorystyczne normy dobrostanu zwierząt i emisji gazów. Choć słuszne etycznie, są one niezwykle kosztowne ekonomicznie.
W 2026 roku obserwujemy wyraźny wzrost cen wędlin, drobiu i serów. Kilogram dobrej szynki czy sera żółtego w cenie 50-60 złotych to już standard, choć jeszcze niedawno było to zaledwie 30 zł. Producenci otwarcie mówią, że tanio już było. Koszty pasz, transportu (w tym nowe opłaty drogowe) sprawiają, że niedzielny schabowy przestaje być daniem codziennym.
Równie boleśnie drożeje chemia gospodarcza. Ceny proszków do prania, płynów i kosmetyków poszybowały w górę w tempie dwucyfrowym, głównie z powodu wysokich cen surowców chemicznych (zależnych od cen ropy i gazu). Paragon z drogerii, który kiedyś zamykał się w 100 zł, teraz często opiewa na 200 zł za te same, a często mniejsze, produkty.
Shrinkflacja i kaucja – cichy drenaż portfela
Gdy producenci boją się podnosić ceny wprost, by nie przekroczyć „magicznej bariery” cenowej, stosują trik, który w 2026 roku stał się plagą. Mowa o shrinkflacji, czyli kurczeniu się zawartości opakowania. Bierzesz do ręki ten sam jogurt, cena – 3,99 zł. Myślisz: „Uff, nie zdrożało”. W domu okazuje się, że kubeczek ma 330g, podczas gdy rok temu miał 400g. Cena za kilogram produktu wzrosła drastycznie, ale Ty tego nie zauważyłeś przy półce.
To samo dzieje się z makaronami (paczki 400g zamiast 500g) czy czekoladami (80g zamiast 100g). To ukryta inflacja, która drenuje portfele w sposób podstępny. Ponadto, rok 2026 to czas wdrażania i uszczelniania systemu kaucyjnego oraz opłat od tworzyw sztucznych (tzw. plastic tax). Opłaty doliczane do opakowań (np. kilkadziesiąt groszy do kubka na kawę) sprawiają, że w skali miesiąca te „drobne” opłaty ekologiczne wyciągają z naszych kieszeni setki złotych, zwłaszcza gdy system zwrotu kaucji wciąż kuleje.
Jak chronić swój portfel w 2026 roku? Sprawdź cenę jednostkową
Nowa rzeczywistość cenowa wymaga zmiany nawyków i większej dyscypliny finansowej. Tylko świadome zakupy i matematyka przy półce mogą uchronić Cię przed drenażem portfela. Oto najważniejsze zasady:
- Patrz na cenę za kilogram/litr: To najważniejsza zasada w walce ze shrinkflacją. Nie patrz na cenę opakowania, ale na mały druczek z ceną jednostkową (np. za 1 kg). To jedyny obiektywny wskaźnik.
- Ogranicz jedzenie na mieście: Gastronomia, obciążona droższym prądem i płacami, stała się dobrem luksusowym. Wyjście czteroosobowej rodziny na obiad to wydatek rzędu 300-400 złotych. Powrót do gotowania w domu pozwala zaoszczędzić nawet 1000 zł miesięcznie.
- Szukaj zamienników (marek własnych): Produkty marek własnych dyskontów są często produkowane przez tych samych dostawców, co znane marki, ale kosztują średnio 30% mniej.
- Korzystaj z aplikacji i gazetek: Lojalność wobec jednej sieci handlowej nie popłaca. Promocje typu „2+1” to często jedyny sposób, by kupić towary w akceptowalnych cenach.
- Planuj i nie marnuj: Przy tak wysokich cenach, wyrzucanie jedzenia to wyrzucanie pieniędzy. Planuj posiłki i nie chodź do sklepu głodny, by uniknąć kosztownych zakupów impulsywnych.
Paragon grozy w 2026 roku to nie pomyłka kasjera, to nowa ekonomiczna rzeczywistość. Tylko wzmożona czujność i dyscyplina finansowa pozwolą przetrwać tę falę podwyżek.

