Styczeń 2026 roku to tradycyjnie czas żniw dla handlowców, ale i pole minowe dla nieświadomych konsumentów. Witryny sklepowe i strony internetowe atakują nas banerami z obniżkami sięgającymi nawet -70%. W dobie utrzymujących się wysokich kosztów życia, pokusa zaoszczędzenia na zimowej kurtce czy nowym telewizorze jest olbrzymia. Jednak czy ta „promocyjna” cena faktycznie odzwierciedla realną korzyść?

Od momentu wdrożenia unijnej dyrektywy Omnibus do polskiego prawa, teoretycznie stoimy na uprzywilejowanej pozycji. Prawo wymaga transparentności, nakazując sprzedawcom ujawniać najniższą cenę z 30 dni przed obniżką. Ten przepis miał ukrócić słynne żonglowanie cenami: podnoszenie ich na kilka dni, by zaraz potem „promocyjnie” je obniżyć do standardowego poziomu. W praktyce jednak, w 2026 roku, działy marketingu znalazły sprytne luki, które formalnie są legalne, ale skutecznie wprowadzają w błąd. Analizujemy, gdzie ukrywa się prawda o cenach i jak nie dać się oszukać, gdy rzekoma „okazja” jest w rzeczywistości podwyżką.

Rewolucja Omnibusa. Jak działa prawo i dlaczego zawodzi?

Fundamentem dyrektywy Omnibus, obowiązującej w Polsce od 2023 roku, jest jeden, kluczowy obowiązek: jeśli sprzedawca obniża cenę towaru, musi podać obok ceny aktualnej również najniższą cenę, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem tej obniżki. Ten mechanizm ma chronić nas przed fałszywymi rabatami.

Wyobraźmy sobie prosty, uczciwy scenariusz. Smartfon kosztował w grudniu 4000 zł. W styczniu sklep wprowadza promocję -15%. Nowa cena to 3400 zł. Na metce obowiązkowo musi pojawić się informacja: „Najniższa cena z 30 dni: 4000 zł”. Konsument widzi, że oszczędza realne 600 zł. To jest cel, który prawo miało osiągnąć.

Jednak handlowcy, mając do dyspozycji tysiące produktów i skomplikowane systemy cenowe, nauczyli się sprytnie omijać ducha tego prawa. Problem polega na tym, że obok wymaganej prawem historii ceny, dokładają oni mnóstwo innych, mylących cyferek. W 2026 roku nie wystarczy już szukać dużej, przekreślonej kwoty. Trzeba nauczyć się ignorować marketing i skupić na jednym, małym fragmencie informacji, który często jest celowo ukryty.

Ceny na metce to iluzja. 4 legalne triki, którymi Cię wabią

Kreatywność działów sprzedaży, zwłaszcza w sektorze odzieżowym i elektronicznym, nie zna granic. Skoro nie można fałszować historii ceny z 30 dni, trzeba ją przykryć innymi danymi. Oto cztery najczęstsze pułapki, na które musisz uważać podczas styczniowych wyprzedaży.

1. „Cena regularna” vs „Cena Omnibus”

To najbardziej powszechny i skuteczny zabieg. Na metce widzisz gigantyczną, przekreśloną kwotę, np. 500 zł, oraz nową cenę 300 zł. Twoja psychika rejestruje oszczędność 200 zł. Dopiero drobnym drukiem, często pod kodem kreskowym, widnieje napis: „Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 290 zł”. Co to oznacza?

Przekreślone 500 zł to tak zwana cena katalogowa lub sugerowana, która mogła obowiązywać przy premierze produktu pół roku temu i nie była stosowana w tym sklepie od miesięcy. W rzeczywistości, towar w ostatnim miesiącu kosztował 290 zł, a teraz kosztuje 300 zł. Zamiast obniżki, kupujesz drożej o 10 zł, ale myślisz, że robisz interes życia.

2. Żonglerka kodami EAN i minimalne zmiany produktu

Ta zaawansowana technika jest często stosowana w e-commerce i elektronice. Jeśli sklep chce wprowadzić sztuczną promocję, może wprowadzić do oferty „nowy” produkt. Telewizor, który do tej pory miał kod XYZ-A, nagle zostaje zastąpiony modelem XYZ-B. Różnica? Może to być inny kolor ramki, zmienione opakowanie lub dodanie nowego kabla. Ponieważ jest to formalnie nowy produkt w systemie, nie ma on historii ceny z ostatnich 30 dni.

Sklep ustala wysoką cenę startową (np. 6000 zł) i od razu obniża ją do 4500 zł, chwaląc się rabatem 25%. Obowiązek informowania o najniższej cenie z 30 dni nie ma tu zastosowania, bo produkt jest krócej niż 30 dni w ofercie. To legalna, choć nieetyczna, furtka do tworzenia fałszywych premierowych promocji.

3. Promocje wiązane i programy lojalnościowe

Dyrektywa Omnibus jest bardzo precyzyjna w przypadku prostych obniżek cen. Staje się jednak mniej skuteczna w przypadku skomplikowanych mechanizmów, takich jak „Drugi produkt 50% taniej” lub „3 w cenie 2”. W takich sytuacjach cena jednostkowa na półce często nie jest oznaczona jako promocyjna, a rabat naliczany jest dopiero przy kasie. To utrudnia porównanie i ocenę rzeczywistej oszczędności.

Podobnie jest z cenami „dla klubowiczów” w aplikacjach mobilnych. Niektórzy prawnicy interpretują to jako indywidualne warunki sprzedaży, a nie ogólnodostępną promocję, co pozwala sklepom na ukrycie historii cenowej. Choć Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) walczy z tą interpretacją, w praktyce mobilne aplikacje pozostają szarą strefą cenową.

Technologia Twoim sojusznikiem. Jak sprawdzić prawdziwą cenę w 30 sekund?

W 2026 roku świadomy konsument musi uzbroić się w technologię. Sama metka w sklepie stacjonarnym może być niewystarczająca. Zanim podejmiesz decyzję, musisz poznać historyczny kontekst ceny.

Twoją najpotężniejszą bronią są porównywarki cen i dedykowane aplikacje. Serwisy takie jak Ceneo czy Skąpiec, a także wtyczki do przeglądarek (np. monitorujące ceny na Amazonie czy Allegro), nie tylko pokazują, ile produkt kosztuje u konkurencji, ale przede wszystkim generują wykresy cen na przestrzeni 6, 12, a nawet 24 miesięcy. Dzięki temu zobaczysz, czy telewizor za 1500 zł w „Super Promo” nie kosztował przypadkiem 1300 zł w październiku bez żadnej promocji.

Praktyczna wskazówka: Będąc w sklepie stacjonarnym, użyj aplikacji mobilnej (np. Google Lens lub wbudowanych skanerów w porównywarkach) i zeskanuj kod kreskowy produktu. Często okazuje się, że ten sam towar, który w koszyku stacjonarnym kosztuje 300 zł, w sklepie internetowym tej samej sieci, z opcją odbioru osobistego, jest dostępny za 270 zł. Oszczędność kilkudziesięciu złotych to natychmiastowa nagroda za użycie smartfona.

Milionowe kary UOKiK. Co grozi sklepom i jak złożyć skuteczne zgłoszenie?

Choć handlowcy szukają luk, prawo jest bezwzględne wobec tych, którzy jawnie ignorują obowiązek informowania o najniższej cenie z 30 dni. Inspekcja Handlowa (IH) oraz Prezes UOKiK w 2026 roku dysponują potężnymi narzędziami, które mają dyscyplinować rynek.

Wojewódzki Inspektor Inspekcji Handlowej może nałożyć na sklep karę w wysokości do 20 000 zł za jednorazowe naruszenie. W przypadku recydywy, czyli powtórzenia naruszenia w ciągu 12 miesięcy, kara wzrasta do 40 000 zł. Te kwoty są dotkliwe zwłaszcza dla mniejszych przedsiębiorców.

Prawdziwym zagrożeniem dla gigantów handlu jest jednak kara nakładana przez Prezesa UOKiK za naruszanie zbiorowych interesów konsumentów (np. wadliwie zaprogramowany system cenowy w całej sieci). W takim przypadku kara może sięgnąć 10% rocznego obrotu przedsiębiorstwa. To są kwoty idące w dziesiątki, a nawet setki milionów złotych. Te kary nie są straszakiem – są realne i UOKiK regularnie je egzekwuje, co powinno działać na korzyść konsumentów.

Jeśli zauważysz, że sklep chwali się promocją, a nigdzie na metce (lub karcie produktu online) nie ma podanej najniższej ceny z ostatnich 30 dni, możesz to zgłosić. Wystarczy zrobić zdjęcie metki lub zrzut ekranu karty produktu i przesłać krótki opis sytuacji do Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej. Twoje zgłoszenie jest kluczowe i może skutkować wszczęciem kontroli, która uchroni tysiące innych klientów przed manipulacją.

Instrukcja obsługi wyprzedaży w 2026 roku. Ignoruj wielkie procenty!

Styczeń to czas, w którym możesz zaoszczędzić realne pieniądze, ale tylko jeśli zachowasz czujność. Nie daj się zwieść psychologicznym sztuczkom i skup się na faktach:

  • Ignoruj wielkie procenty: Baner „-70%” to tylko reklama. Skup się na cenie końcowej i historii ceny, a nie na wysokości rabatu.
  • Szukaj „małego druczku”: Zawsze znajdź informację o „Najniższej cenie z 30 dni”. Jeśli ta cena jest równa lub niższa niż obecna cena promocyjna, to nie jest to okazja.
  • Nie daj się nabrać na cenę katalogową: Jeśli przekreślona jest kwota 1000 zł, a najniższa cena z 30 dni to 600 zł, to realna obniżka jest liczona od 600 zł, a nie od 1000 zł.
  • Używaj smartfona: Zeskanuj kod kreskowy w sklepie. W 2026 roku różnice cenowe między kanałem online a stacjonarnym w tej samej sieci mogą sięgać kilkunastu procent.

Pamiętaj, że w starciu z marketingową machiną, Twoja wiedza o przepisach i technologia są Twoją jedyną, skuteczną obroną przed przepłaceniem.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj

Share.
Napisz komentarz

Exit mobile version