Dramat, który rozegrał się na początku stycznia 2026 roku w Małopolsce, obnażył przerażające luki w systemie opieki zdrowotnej nad dziećmi. 12-letnia dziewczynka z Limanowej, zatruta czadem, znajdowała się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Zamiast natychmiastowej, specjalistycznej hospitalizacji w Krakowie, która powinna nastąpić automatycznie, czekał ją koszmar logistyczny: cztery dni codziennych, niebezpiecznych transportów karetką na trasie blisko 70 kilometrów w jedną stronę.
Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu, największa placówka pediatryczna w regionie, oraz dwie inne krakowskie jednostki, kategorycznie odmówiły przyjęcia małej pacjentki. Powód? Brak wolnych łóżek. Ta decyzja, podjęta w obliczu krytycznego zagrożenia życia dziecka, zmusiła lekarzy z niewielkiego Szpitala Powiatowego w Limanowej do heroicznej improwizacji. Teraz sprawą zajmuje się Narodowy Fundusz Zdrowia, który żąda od krakowskiej placówki natychmiastowych wyjaśnień. Pytanie pozostaje: Czy w Polsce, w 2026 roku, walka o życie dziecka jest zależna od wolnego miejsca na oddziale?
Diagnoza i wyścig z czasem: 45% tlenku węgla we krwi
Tragedia rozpoczęła się w mieszkaniu przy ulicy Piłsudskiego w Limanowej. 12-latka straciła przytomność w łazience z piecykiem gazowym. Natychmiast wezwane pogotowie ratunkowe stwierdziło, że stan dziecka jest krytyczny. Badania laboratoryjne w szpitalu powiatowym wykazały poziom, który zmroził krew w żyłach: aż 45% tlenkowęglowej hemoglobiny (COHb) we krwi. Oznacza to, że niemal połowa krwinek czerwonych dziewczynki, zamiast transportować życiodajny tlen, była zablokowana przez śmiertelną truciznę – tlenek węgla.
Jak wyjaśniał mediom Andrzej Gwiazdowski, zastępca dyrektora do spraw medycznych Szpitala Powiatowego w Limanowej, taki poziom zatrucia prowadzi do postępującego niedotlenienia organizmu, zagrażając przede wszystkim mózgowi, sercu i nerkom. Jedynym ratunkiem dla pacjentki była natychmiastowa terapia hiperbaryczna. Procedura ta polega na umieszczeniu pacjenta w specjalnej komorze, gdzie oddycha czystym tlenem pod ciśnieniem dwu- do trzykrotnie wyższym niż ciśnienie atmosferyczne.
Tylko ta intensywna metoda pozwala na gwałtowne zwiększenie stężenia tlenu we krwi, skracając czas wypierania czadu z organizmu z kilkudziesięciu do zaledwie kilku godzin. W Małopolsce jedyny Ośrodek Terapii Hiperbarycznej znajduje się w Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Limanowa mogła zapewnić transport, ale nie mogła zapewnić całodobowej, specjalistycznej opieki pediatrycznej po terapii, która była niezbędna dla dziecka w tak ciężkim stanie.
Odmowa przyjęcia: Brak łóżek czy znieczulica?
Personel medyczny z Limanowej, kierowany przez dyrektora Marcina Radziętę, natychmiast podjął próbę przekazania pacjentki do specjalistycznego ośrodka. W pierwszej kolejności skontaktowano się z Uniwersyteckim Szpitalem Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu, placówką z pełnym zapleczem diagnostycznym i Oddziałem Intensywnej Terapii Dziecięcej (OITD).
Niestety, jak relacjonował dyrektor Radzięta, dyrekcja krakowskiej placówki nie wyraziła zgody na hospitalizację. Oficjalne tłumaczenie było jedno: brak wolnych łóżek na oddziałach. Desperacka sytuacja zmusiła lekarzy z Limanowej do poszukiwania pomocy w dwóch innych krakowskich szpitalach dysponujących oddziałami pediatrycznymi. Odpowiedź była za każdym razem identyczna. Trzy kluczowe ośrodki w regionie, mimo stanu bezpośredniego zagrożenia życia, odmówiły przyjęcia 12-latki.
W praktyce oznaczało to, że dziecko w stanie krytycznym zostało pozostawione na barkach niewielkiego szpitala powiatowego. Placówka ta, choć wykazała się niezwykłym poświęceniem, nie dysponuje tak licznym i wyspecjalizowanym personelem, ani sprzętem, jak ośrodki uniwersyteckie, niezbędnym do prowadzenia całodobowego monitoringu pacjentów po ciężkich zatruciach.
Cztery dni koszmarnego transportu w śnieżycy
Wobec braku możliwości hospitalizacji w Krakowie, lekarze z Limanowej podjęli jedyną możliwą decyzję: codzienny transport. Przez cztery kolejne dni, od poniedziałku do czwartku, zespół medyczny organizował rano transport karetką do Krakowa na kilkugodzinną terapię w komorze hiperbarycznej, a po południu z powrotem do Limanowej.
Cała trasa, licząca w obie strony około 140 kilometrów, była pokonywana w ekstremalnych warunkach. Początek stycznia 2026 roku przyniósł intensywne opady śniegu i lód, szczególnie na drogach wiodących przez Beskid Wyspowy. Kierowcy karetek musieli walczyć z zaspami i śliską nawierzchnią, wioząc pacjentkę, której stan mógł się gwałtownie pogorszyć w każdej chwili. Każda minuta opóźnienia mogła decydować o trwałym uszczerbku na zdrowiu lub życiu.
Dyrektor Radzięta podkreślił, że to był jeden z najtrudniejszych przypadków w historii jego szpitala, lecz dzięki determinacji zespołu, udało się uratować dziewczynkę, która ostatecznie, po kilku dniach, mogła zostać wypisana do domu. Mimo szczęśliwego finału, ta logistyczna ekwilibrystyka była wynikiem dramatycznej postawy krakowskich placówek, które zignorowały stan zagrożenia życia dziecka.
Reakcja NFZ: Co musisz wiedzieć o odmowie przyjęcia?
Skandaliczna sytuacja szybko dotarła do mediów, co wywołało natychmiastową reakcję instytucji kontrolnych. Małopolski Oddział Narodowego Funduszu Zdrowia wezwał Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Prokocimiu do niezwłocznego złożenia pisemnych wyjaśnień. Rzeczniczka NFZ, Aleksandra Kwiecień, potwierdziła, że fundusz żąda przedstawienia pełnej dokumentacji, która potwierdziłaby rzekomy brak wolnych łóżek w okresie, gdy 12-latka walczyła o życie.
Ta sytuacja jest kluczowym przypomnieniem o prawach pacjenta w Polsce:
- Stan zagrożenia życia: W przypadku bezpośredniego zagrożenia życia (takiego jak ciężkie zatrucie, zawał, udar), szpital ma bezwzględny obowiązek przyjęcia pacjenta, niezależnie od obłożenia łóżek. W razie potrzeby personel musi zorganizować opiekę na korytarzu lub dostawić dodatkowe łóżko.
- Żądanie pisemnej odmowy: Jeśli szpital tłumaczy się brakiem miejsc i odmawia przyjęcia, masz prawo żądać pisemnego potwierdzenia tej odmowy wraz z uzasadnieniem i wskazaniem najbliższej placówki, która może przyjąć pacjenta. Nigdy nie akceptuj ustnej odmowy.
- Interwencja NFZ lub Pogotowia Ratunkowego: Jeśli odmowa dotyczy stanu pilnego, natychmiast skontaktuj się z dyżurnym wojewódzkiej stacji pogotowia ratunkowego lub stanowiskiem kierowania NFZ. Te jednostki mają obowiązek pomóc w znalezieniu miejsca i zorganizowaniu transportu.
Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu dotychczas nie odniósł się publicznie do zarzutów, co dodatkowo budzi wątpliwości co do transparentności ich działań w krytycznym momencie.
Jak chronić się przed czadem? Koszt czujnika to 150 złotych
Historia 12-latki z Limanowej to również dramatyczne ostrzeżenie przed „cichym zabójcą” – tlenkiem węgla. Zatrucie często następuje bez żadnych objawów ostrzegawczych, gdy domownicy śpią lub kąpią się w pomieszczeniach ze złą wentylacją, gdzie pracują piece gazowe, kotły grzewcze lub podgrzewacze wody.
Najskuteczniejszą i najprostszą formą ochrony jest czujnik tlenku węgla. Koszt takiego urządzenia, które montuje się pod sufitem, waha się zazwyczaj w przedziale od 100 do 200 złotych. Jest to inwestycja niewspółmiernie mała w stosunku do ryzyka utraty życia lub zdrowia.
Pamiętaj o kluczowych krokach prewencyjnych:
- Regularne przeglądy: Zlecaj coroczny przegląd techniczny instalacji gazowych, pieców i podgrzewaczy wody uprawnionemu fachowcowi. Nie oszczędzaj na serwisie.
- Wietrzenie: Zapewnij sprawną wentylację, zwłaszcza w pomieszczeniach, gdzie pracują urządzenia spalające gaz.
- Działanie natychmiastowe: Jeśli podejrzewasz zatrucie czadem (objawy to ból i zawroty głowy, nudności, senność, utrata przytomności), natychmiast wyjdź na świeże powietrze, otwórz wszystkie okna i drzwi. Wezwij pogotowie i straż pożarną. Nie wchodź ponownie do budynku, dopóki służby nie potwierdzą bezpieczeństwa.
Ten przypadek dowodzi, że choć system medyczny może zawieść, świadomość i odpowiednie wyposażenie domu są jedyną pewną ochroną przed czadem. Postępowanie krakowskich szpitali, które odmówiły pomocy dziecku w stanie krytycznym, musi zostać dogłębnie wyjaśnione przez NFZ, aby podobne dramatyczne transporty nie powtórzyły się w przyszłości.
Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
