Polscy konsumenci, którzy odetchnęli z ulgą po spadku oficjalnej inflacji poniżej 3%, muszą przygotować się na zimny prysznic. Najnowsze badanie przeprowadzone przez międzynarodową firmę doradczą Grant Thornton wśród średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce ujawnia alarmujące plany cenowe na 2026 rok, które całkowicie podważają rządowe prognozy umiarkowanego wzrostu cen.
Aż 60 procent firm deklaruje, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy podniesie ceny swoich towarów i usług. To wzrost o 3 punkty procentowe w porównaniu z rokiem ubiegłym, co potwierdza, że presja inflacyjna nie zniknęła, a jedynie została stłumiona przez administracyjne mrożenie cen energii. Co gorsza, zaledwie 3 procent przedsiębiorców rozważa obniżki. Oznacza to, że wskaźnik netto, kluczowy barometr nastrojów cenowych, wynosi aż 57 punktów procentowych. To twardy dowód, że drożyzna, którą odczujemy w portfelach, będzie znacznie wyższa niż ta, którą publikuje Główny Urząd Statystyczny.
Choć oficjalne dane GUS wskazywały na spadek inflacji konsumenckiej (CPI) do poziomu 2,5% pod koniec 2025 roku, rzeczywistość rynkowa rysuje zupełnie inny obraz. Przedsiębiorcy, mierząc się z rosnącymi kosztami pracy i energii, nie mają zamiaru czekać. Pytanie brzmi: czy Polaków czeka powrót do inflacji, którą pamiętamy z najgorszych momentów kryzysu energetycznego?
Skok o 7% jest pewny. Dlaczego inflacja wróci silniejsza?
Gdy ekonomiści prognozują, że w 2026 roku inflacja utrzyma się w okolicach 2,8%, plany przedsiębiorców są radykalnie odmienne. Największa grupa ankietowanych firm, stanowiąca aż 38 procent tych planujących podwyżki, zamierza wprowadzić korekty cenowe w przedziale od 5 do 7 procent. To wartość, która wyraźnie przekracza zarówno obecną inflację konsumencką, jak i cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego (2,5% +/- 1 p.p.).
Co trzecie przedsiębiorstwo (33 procent) planuje podwyżki w nieco łagodniejszym zakresie 3-4 procent. Nadal jest to jednak poziom, który systematycznie będzie erodował siłę nabywczą oszczędności Polaków. Najbardziej niepokojące są plany radykalnych podwyżek. Co dziesiąta firma (około 10 procent) deklaruje wzrost cen o 8 do 10 procent. Natomiast co dwunaste badane przedsiębiorstwo (około 8 procent) ma zamiar podnieść ceny o kilkanaście procent, co w skrajnych przypadkach może oznaczać nawet dwucyfrowe wzrosty sięgające 15 lub 20 procent rocznie w niektórych sektorach.
Te deklaracje budzą poważne obawy, że odczuwalna przez gospodarstwa domowe inflacja w 2026 roku będzie znacznie wyższa niż umiarkowane 2-3 procent, szczególnie jeśli rząd zdecyduje się na pełne odmrożenie cen energii elektrycznej i gazu. Musimy pamiętać, że obecne niskie wskaźniki CPI są w dużej mierze efektem statystycznym i administracyjnym, a nie trwałej poprawy sytuacji kosztowej w firmach.
Koszty pracy i energii napędzają spiralę. Realne bariery dla firm
Skłonność do podnoszenia cen nie jest kaprysem, lecz ekonomiczną koniecznością podyktowaną utrzymującymi się wysokimi kosztami operacyjnymi. Przedsiębiorcy wskazują na dwa główne czynniki, które skutecznie uniemożliwiają obniżki cen i wymuszają ich dalszy wzrost:
- Koszty pracy: Aż 64 procent ankietowanych firm uznaje rosnące koszty pracy za istotną barierę w prowadzeniu działalności. Sytuacja na rynku zatrudnienia, charakteryzująca się bezrobociem utrzymującym się poniżej 5 procent, daje pracownikom dużą siłę przetargową. Podwyżki wynagrodzeń, wymuszone wysoką inflacją z lat 2022 i 2023, stały się trwałym elementem kosztowym.
- Koszty energii i paliw: Mimo pewnej stabilizacji na rynkach surowców, 59 procent średnich i dużych firm wciąż twierdzi, że wysokie ceny energii elektrycznej i paliw stanowią silną barierę w ich rozwoju. Choć wskaźnik ten jest niższy niż w szczycie kryzysu (gdy przekraczał 70%), koszty te pozostają na historycznie wysokim poziomie, bezpośrednio wpływając na ceny transportu, logistyki i produkcji.
Te dwa czynniki – drogie paliwa i drogi pracownik – tworzą klasyczną spiralę cenowo-płacową. Pracodawcy podnoszą ceny, aby pokryć wyższe wynagrodzenia i rachunki, co z kolei zmusza pracowników do żądania kolejnych podwyżek, aby zrekompensować utratę siły nabywczej. To mechanizm, który trudno będzie przerwać w krótkim terminie.
Polska nie jest wyjątkiem. Globalny wyścig cen
Polska ze swoim wskaźnikiem 60% firm planujących podwyżki, choć plasuje się wysoko, nie jest globalnym liderem w tej niechlubnej kategorii. Międzynarodowe badanie International Business Report, realizowane przez Grant Thornton International w 38 krajach, dowodzi, że presja inflacyjna ma charakter ogólnoświatowy.
W dziewięciu krajach odsetek firm zapowiadających podwyżki jest jeszcze wyższy niż w Polsce. Na czele zestawienia znajduje się Nigeria (82 procent), zmagająca się z niestabilnością i inflacją przekraczającą 20 procent. Drugie miejsce zajmuje Turcja (80 procent), której gospodarka cierpi z powodu chronicznej, wysokiej inflacji, sięgającej niekiedy 60-80 procent rocznie.
Zaskakująca jest obecność wysoko rozwiniętych gospodarek. Na przykład Wielka Brytania odnotowała wynik 70 procent. Pokazuje to, że skutki Brexitu i kryzysu energetycznego wciąż obciążają brytyjskie firmy. Równie wysoki wynik, 70 procent, osiągnęły Indie, co odzwierciedla dynamiczny wzrost gospodarczy, ale też rosnącą presję płacową w sektorze technologicznym. Polska jest zatem częścią globalnego trendu, ale skala planowanych podwyżek jest u nas wyjątkowo wysoka w stosunku do oficjalnych prognoz inflacyjnych.
Co to oznacza dla Twojego portfela? Konkretne oszczędności
Jeśli planujesz większe wydatki w 2026 roku – remont mieszkania, zakup nowego sprzętu AGD, czy nawet regularne zakupy spożywcze – musisz przyjąć, że ceny będą rosły w tempie 4 do 6 procent, a być może nawet szybciej w sektorze usług. Oznacza to, że koszyk zakupów o wartości 1000 złotych, który kupujesz dzisiaj, pod koniec 2026 roku może kosztować Cię od 1040 do 1060 złotych.
Szczególnie dotkliwe będą podwyżki w usługach, gdzie koszty pracy stanowią dominującą część struktury cenowej. Wizyta u fryzjera, mechanika samochodowego czy dentysty może podrożeć nawet o 10 do 15 procent w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Aby zminimalizować wpływ tej „ukrytej inflacji” na domowy budżet, należy podjąć konkretne kroki:
1. Wykorzystaj technologie do porównywania cen:
- Zawsze porównuj ceny w różnych sieciach. Aplikacje mobilne takie jak Blix czy Pepper agregują aktualne promocje, pozwalając na znalezienie najtańszej oferty i zaoszczędzenie nawet 20-30 procent na wybranych kategoriach produktów.
2. Postaw na marki własne:
- Przejście na produkty marek własnych dużych sieci handlowych (Lidl, Biedronka) może przynieść oszczędności rzędu 30 do 50 procent w porównaniu do produktów markowych, przy zachowaniu porównywalnej jakości w kategoriach takich jak nabiał, makarony czy chemia gospodarcza.
3. Oszczędzaj na energii elektrycznej:
W związku z tym, że 59% firm wciąż boryka się z wysokimi kosztami energii, należy założyć, że te koszty ostatecznie trafią na rachunki domowe. Jeśli posiadasz starsze sprzęty AGD (wyprodukowane przed 2015 rokiem), rozważ ich wymianę. Nowoczesne urządzenia w klasie energetycznej A lub wyższej mogą zużywać nawet o połowę mniej prądu niż ich starsze odpowiedniki, a inwestycja ta zwraca się średnio w ciągu 2 do 3 lat. Inteligentne liczniki pomogą ci zidentyfikować urządzenia pochłaniające nawet 30-40 procent miesięcznego rachunku, pozwalając na świadome zarządzanie zużyciem.
Ostatecznie, deklaracje polskich przedsiębiorców są jasnym sygnałem: okres niskiej, oficjalnej inflacji dobiega końca. Konsumenci muszą przygotować się na wyższe ceny i aktywnie zarządzać swoimi wydatkami, aby nie dać się zaskoczyć wzrostom cen przekraczającym 7 procent.
