Po latach intensywnych negocjacji i gwałtownych protestów rolników, historyczna umowa handlowa między Unią Europejską a krajami Mercosuru (Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Paragwaj) jest o krok od formalnego zatwierdzenia. Choć polski rząd zapowiada głos sprzeciwu, wydaje się, że los porozumienia jest już przesądzony. Decydujące ustępstwa Komisji Europejskiej oraz kluczowa zmiana stanowiska Włoch sprawiły, że droga do otwarcia europejskich rynków na tańszą żywność z Ameryki Południowej stoi otworem.
To, co dla konsumentów może oznaczać perspektywę niższych cen, dla polskiego sektora rolnego jest poważnym zagrożeniem. Eksperci ostrzegają, że brak pełnej wzajemności w standardach produkcyjnych może doprowadzić do zalewu rynku produktami wytwarzanymi przy użyciu pestycydów zakazanych w UE. Rząd w Warszawie, nie mając realnych szans na zablokowanie porozumienia, koncentruje się teraz na desperackiej próbie wzmocnienia mechanizmów ochronnych, które mają wejść w życie w najbliższych dniach.
Decyzja ta, oczekiwana formalnie już w najbliższy piątek, po czwartkowych konsultacjach, wywoła lawinę konsekwencji w całej Unii. Czy polscy rolnicy i przetwórcy są gotowi na nową, globalną konkurencję, w której kluczowym argumentem jest cena, a nie jakość?
Dlaczego umowa przechodzi? Decydujący zwrot Włoch i ustępstwa Brukseli
Negocjacje w sprawie umowy UE–Mercosur trwały od ponad dwóch dekad i wielokrotnie stawały pod znakiem zapytania. Kluczowy przełom nastąpił jednak po środowych konsultacjach w Brukseli, gdzie Komisja Europejska (KE) przedstawiła pakiet dodatkowych ustępstw mających przekonać sceptyczne kraje członkowskie. Te działania mają za zadanie złagodzić obawy dotyczące nieuczciwej konkurencji.
Najważniejszym czynnikiem, który przesądza o losie porozumienia, jest jednak zmiana stanowiska Włoch. Według ustaleń Polskiego Radia, Rzym ma opuścić grupę państw blokujących, co w praktyce oznacza, że Polska i kilka innych krajów (m.in. Austria i Irlandia) pozostaną w mniejszości, która nie jest w stanie powstrzymać ratyfikacji. Jeśli w czwartek nie dojdzie do niespodziewanego zwrotu, ambasadorowie państw UE mogą formalnie zatwierdzić porozumienie już w piątek, 9 stycznia 2026 roku.
Komisja Europejska zaoferowała szereg zachęt, by „kupić” poparcie. Wśród nich znalazły się obietnice dotyczące łatwiejszego dostępu do funduszy dla rolników w nowym budżecie UE po 2027 roku. Zapowiedziano również przeznaczenie aż 10 procent środków na inwestycje na obszarach wiejskich. Ponadto, komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič ogłosił czasowe, roczne zawieszenie podatku węglowego na importowane nawozy oraz zniesienie ceł na wybrane produkty. Celem tych działań jest natychmiastowe obniżenie kosztów produkcji rolnej w Unii, co ma zrekompensować potencjalne straty z tytułu zwiększonej konkurencji z Mercosuru.
Polska w defensywie: Klauzule ochronne z podniesionym progiem
Polska od początku negocjacji była zdecydowanym przeciwnikiem umowy, obawiając się przede wszystkim o przyszłość rodzimego sektora wołowiny, drobiu oraz zbóż i soi. Minister rolnictwa Stefan Krajewski wielokrotnie podkreślał, że celem rządu jest zabezpieczenie interesów polskich rolników. Wobec braku realnych szans na pełne zablokowanie umowy, Warszawa skupiła się na wynegocjowaniu jak najsilniejszych mechanizmów ochronnych.
Kluczowym elementem tej strategii są tzw. klauzule ochronne. Pozwalają one na automatyczne nałożenie ceł na żywność importowaną z krajów Mercosuru, ale tylko w ściśle określonych warunkach. Pierwotny postulat polskich eurodeputowanych zakładał, że cła zostaną uruchomione, jeśli import z Ameryki Południowej wzrośnie o ponad pięć procent, a jednocześnie ceny na rynku unijnym spadną o co najmniej pięć procent. Niestety, w toku negocjacji, próg ten został podniesiony do ośmiu procent.
Oznacza to, że zanim mechanizm ochronny zostanie aktywowany, polscy producenci muszą zmierzyć się ze znacznie większym napływem taniej konkurencji. Rząd uznaje jednak obecne ustalenia za częściowy sukces w sytuacji, gdy pełne zablokowanie umowy okazało się nierealne. Jest to próba minimalizacji szkód w obliczu nieuchronnego otwarcia rynków.
Tanie mięso z zakazanymi pestycydami. To jest największe ryzyko
Największe kontrowersje, które budzą obawy nie tylko rolników, ale i konsumentów, dotyczą braku zgody na tzw. zasadę wzajemności. Jest to fundamentalny problem, który stawia europejskich producentów w skrajnie niekorzystnej pozycji. Zasada wzajemności zakładałaby, że produkty importowane do UE muszą spełniać te same rygorystyczne normy środowiskowe i sanitarne, które obowiązują producentów unijnych.
W praktyce, brak tej zasady oznacza, że do Unii Europejskiej będą mogły trafiać duże ilości produktów rolnych, zwłaszcza wołowiny i soi, wytwarzanych przy użyciu środków, takich jak pestycydy i antybiotyki, które są od lat zakazane w UE. Rolnicy z Mercosuru mają dzięki temu niższe koszty produkcji, co pozwala im oferować produkty po cenach, z którymi europejscy producenci nie są w stanie konkurować, przestrzegając jednocześnie unijnych regulacji.
Komisja Europejska zapewnia o dodatkowych zabezpieczeniach i certyfikatach, ale dla wielu państw, w tym Polski, umowa UE–Mercosur wciąż oznacza poważne ryzyko nie tylko dla lokalnego rolnictwa, ale i dla zdrowia konsumentów. Warto podkreślić, że kraje Mercosuru są kluczowymi światowymi eksporterami wołowiny i soi. Szacuje się, że umowa pozwoli na bezcłowy import dodatkowych 99 000 ton wołowiny rocznie, co w sposób bezpośredni wpłynie na ceny i stabilność rynku.
Co to oznacza dla Ciebie? Perspektywa niższych cen vs. jakość
Dla przeciętnego Polaka finalizacja umowy Mercosur będzie miała dwojakie znaczenie. Z jednej strony, zwiększona konkurencja i napływ tańszych produktów, zwłaszcza mięsa i pasz (soi), mogą w perspektywie kilku miesięcy przyczynić się do obniżenia tempa wzrostu cen żywności. Jest to szczególnie istotne w kontekście obecnych wysokich kosztów utrzymania, o których świadczy choćby fakt, że niektóre produkty są najdroższe od lat.
Z drugiej strony, eksperci ds. bezpieczeństwa żywności alarmują, że niższa cena może iść w parze z obniżoną jakością i większym ryzykiem. Brak zasady wzajemności oznacza, że konsumenci będą musieli być bardziej świadomi pochodzenia kupowanych produktów. Produkty z Mercosuru będą musiały być odpowiednio oznakowane, ale system kontroli i certyfikacji budzi poważne wątpliwości u organizacji rolniczych.
Rząd ma teraz tylko jeden cel: maksymalnie wykorzystać klauzule ochronne i fundusze na inwestycje, aby przygotować polskie rolnictwo na nadchodzącą falę konkurencji. Najbliższe tygodnie pokażą, czy polityczne ustępstwa Brukseli wystarczą, by uspokoić nastroje w Europie, czy też umowa stanie się źródłem kolejnych protestów rolników, którzy już teraz zmagają się z wysokimi kosztami i niestabilnością rynku.

